sobota, 28 lipca 2012

Zemsta cz.1

Drzewa niczym z kamienia, a między nimi niewielkie płomyki, które rozjaśniały wszechobecną ciemność. Dawały jednak tyle światła, co nic. Wszędzie unosił się swąd zgnilizny, który z każdym krokiem tajemniczej postaci, przybierał na sile. Ale jej to nie przeszkadzało. Mężczyzna szedł z uśmiechem na ustach coraz dalej. Zza drzew obserwowały go swoimi wielkimi, święcącymi oczami przedziwne stwory. Niektóre stały na dwóch łapach inne na czterech, jeszcze inne zwisały z gałęzi, a niektóre pełzały po ziemi w te i we w te. Żaden nie odważył się zaatakować, mimo, że ich wielkie pazury i kły, nie jednego by strwożyły.
Mężczyzna zatrzymał się nad urwiskiem. W dole krajobraz był taki sam jak na górze. Postać uniosła głowę i spojrzała na ciemny baldachim nie do pokonania. Stwory zebrały się wokół niego, a ich wzrok powędrował tam gdzie jego.

-Dzisiaj, wcielę w życie swój plan. Nareszcie się stąd wyrwę, z tego więzienia. A wy mi pomożecie. – zwrócił się do bestii, które zaryczały okazując tym swoja aprobatę. – Zemsta będzie słodka.



W sklepie byłego kapitana seireitei, Urahary, Kurosaki Ichigo trenował swoją kontrole nad reiatsu. Wcześniej sobie bez tego radził, ale gdy podczas walki z Aizenem omal przez to nie zginął, postanowił się zabrać za naukę. Siedział więc teraz w piwnicy kapelusznika i skupiał energię tylko w jednym miejscu swojego ciała. Szło mu dość opornie, a reiatsu hollowa mieszające się z jego własnym, wcale mu nie pomagały. Obawiał się tego zjawiska. Miał przeczucie, że nic dobrego z tego nie wyniknie.

-Jak idzie trening, Ichigo? – Rukia szła w jego kierunku uśmiechając się. Cieszyła się, że jej przyjaciel w końcu postanowił się doskonalić w inny sposób niż walka z coraz silniejszymi przeciwnikami.
-Źle. – odparł poirytowany. Siedział tu już od kilku godzin, a nadal nic mu nie wychodziło. Nawet przypomnienie sobie sposobów na tworzenie kuli, w której dostali się kiedyś do Soul Society, nie sprawiło, że posunął się chociaż trochę.
-Kurosaki, myślę, że na dzisiaj możesz już skończyć. – oznajmił Urahara siedzący dotąd na kocu niedaleko.
-Ale ja jeszcze nic nie zrobiłem.
-Spróbujesz jutro.
-Niech ci będzie. – westchnął i podniósł się z ziemi otrzepując swoje spodnie hakama z piachu. – Chodź Rukia.

Shinigami wyszli po drabinie na górę sklepu. Gdy tylko zniknęli z pola widzenia Kisuke, zza jednej ze skał wyłonił się Tessai.

-Źle się dzieje. – mruknął kapelusznik. – Kurosaki dobrze się koncentruje, ale niestabilne reiatsu hollowa uniemożliwia mu skupienie własnego w jednym miejscu. Myślę, że „to”, coś knuje.
-Knuje? – spytał zaskoczony.
-Nie jestem pewny, nigdy go nie widniałem, ale coś mi mówi, że ten hollow jest mądrzejszy niż może się wydawać.
-To nie możliwe. Widzieliśmy już podobnych pustych, żaden z nich nie przejawiał jakiejś większej inteligencji.
-Pamiętasz co Yoruichi wyciągnęła od Byakuyi?



„To było dziwne. Z początku myślałem, że to tylko sztuczka, żeby mnie zmylić, ale ta energia przybierała na silę. Wsiąkała we mnie, czułem wszystkie emocje, które zawierała. Złość, podniecenie, pogardę. To czym stał się Kurosaki, nie było zwykłym hollowem jak myślałem. A gdy zaczął mówić, poczułem jak skręcają mi się wnętrzności. W jego głosie było coś, co przerażało. Mówię to ja, osoba, którą trudno przestraszyć. Ale to coś było naprawdę przerażające. Kiedy na mnie patrzył, wiedziałem, że analizuje mnie dokładnie. Chciał mnie zabić, ale nie natychmiast. Czerpał radość z mojego strachu, który z pewnością wyczuwał. Chciał to przedłużyć, walczyć zemną aż nie padnę ze zmęczenia. Nie wiem, co by się stało gdyby Kurosaki nie zerwał maski. Być może nie żyłbym. Po walce, przez miesiąc czułem się nie swojo. Jego reiatsu siedziało we mnie, powodowało zawroty, bóle głowy, gorączkę i wymioty. Kapitan Unohana wyciągnęła to zemnie. Zaraz po tym gdy to zrobiła, poczułem się lepiej, jakby ta energia dotąd nie pozwalała mi wyzdrowieć. Bardzo chciałbym wiedzieć czym było to coś, ale nie stanę z nim znowu do walki. Nawet najgorszemu wrogowi nie życzyłbym spojrzenia w te oczy.”



-Pamiętam. – pokiwał głowa i zamyślił się na chwilę. – Coś nadal nie daje mi spokoju. Co jeśli on znowu przejmie kontrole, albo co gorsza, znajdzie sposób na wyjście z ciała Kurosakiego? Skoro jest inteligentny, na pewno już myślał o ucieczce.
-Nie zależnie od tego, co się stanie, możemy zrobić tylko jedno... zabić to coś. Nawet jeśli oznacza to zabicie Kurosakiego. Przykro mi Isshin.

Urahara spojrzał w kierunku mężczyzny, który siedział na skale, zza której kilka minut wcześniej wyszedł Tessai..

-Rozumiem.



Tymczasem w kamiennym lesie, jeden ze stworów biegł ile sił w nogach. Z jego pyska wydobywało się sapanie wynikające ze zmęczenia. Zmuszając swoje ciało do większego wysiłku, przyśpieszył, byle tylko dotrzeć jak najszybciej do urwiska.
Wbijając pazury w podłoże, wyhamował tuż przed wznosząca się skałą. Silnymi łapami odbił się od podłoża i wskoczył na półkę skalną, a potem następną i jeszcze jedną. W jednym miejscu, kamienie niebezpiecznie oddzieliły się od skały i spadły na dół. Nie było żadnego dźwięku świadczącego o ich upadku, ale stwór wiedział, że gdyby to on był tymi kamieniami, czekałoby go twarde lądowanie. Po długich i męczących minutach wspinaczki, dotarł na szczyt. Inne potwory spojrzały na niego wyczekująco, a postać siedząca na czymś podobnym do tronu przywołała go gestem dłoni.

-Panie. – odezwał się stwór pochylając łeb. – Zrobiłem, co kazałeś. Odciąłem reiatsu tak, jak poinstruowałeś.
-Doskonale. – mężczyzna uśmiechnął się zadowolony i wstał ze swojego tronu. Ponownie stanął na skraju urwiska i spojrzał w górę, zupełnie tak, jak jakiś czas temu. – Ciekawe jak sobie poradzi bez mojej mocy? Poczekaj jeszcze trochę, Ichigo. Pożałujesz dnia, w którym pierwszy raz spróbowałeś mnie zdominować. – hollow zaśmiał się, a jego głos rozniósł się echem po dziwnej krainie. – Szykujcie się! – krzyknął do bestii. – Jutro, druga część mojego planu. Wyjście. – szepnął i oblizał swoje blade wargi.
Jego „poddani”, wyprostowani w pozycji pionowej, ryknęli z całych sił, nie mogąc się już doczekać wolności.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz