sobota, 28 lipca 2012

Koszmar

Sen. Znowu ten przerażający sen. Nie, to jest koszmar. Od jakiegoś czasu, każdej nocy śnię to samo. Ciemna przestrzeń otacza mnie ze wszystkich stron. Nie wiem gdzie jestem i na czym stoję. W tym miejscu nie ma nic. Tylko pustka i ja. I nagle słyszę śmiech. Śmiech, który mrozi mi krew w żyłach. Moje serce staję na kilka sekund, by potem ruszyć jak oszalałe. Adrenalina przemieszcza się w moim ciele, ale na co mi ona? Nie mogę się ruszyć, nie mam dokąd uciec. Mogę tylko czekać i drżeć ze strachu.
Śmiech słyszę już bardzo wyraźnie. Postać jest coraz bliżej, aż w końcu mogę dostrzec jej oczy, jednak reszta ciała pozostaje w cieniu. Patrzy na mnie z odrazą i nienawiścią. Tracę oddech. Serce boleśnie uderza w mojej piersi próbując się wyrwać. Znowu słyszę śmiech. Przeszywa moje uszy z ogromna siłą. Mam wrażenie, że zaraz ogłuchnę, gdy nagle wszystko cichnie.

-Jesteś żałosny Ichigo. – słyszę. – Taki wielki shinigami, a teraz całkowicie bezbronny. Mogę cię w każdej chwili zgnieść jak robaka, a ty nawet nie piśniesz. Naprawdę, zawiodłam się na tobie.

Z cienia wyłania się moja matka. Na połowie jej twarzy nie ma nic. Żadnych mięsni, żadnej skóry. Tylko w oczodole zostało oko, które ledwo utrzymuje się w miejscu. Cała jest pokrwawiona. Przez pękniętą czaszkę widać zgniły mózg. Prawa ręka zwisa jej bezwładnie, bujając się na wszystkie boki przy najmniejszym ruchu i ukazując wystającą kość.

-Żałuje, że cie urodziłam. – kontynuuje i staje tuż przede mną. Nieznana mi siła zmusza mnie do upadku na kolana. Jedyny dźwięk, który wydobywa się zemnie to jęk przerażenia. Żołądek ściska mi się niemiłosiernie. Mam ochotę wymiotować, ale nie mogę. – Przez ciebie teraz tak wyglądam. Gdybyś nie był taki nieposłuszny, nie zginęłabym. Krzyczałam byś się zatrzymał, ale ty musiałeś dać się złapać na tą głupią sztuczkę pustego. Pozbawiłeś swoje siostry matki!
-Nie. – zaprzeczam i łapię się za głowę.
-To wszystko twoja wina!
-Nie! Ja nie...
-Mogłam cię wtedy nie ratować, tylko pozwolić zginąć.
-To nie prawda! Uratowałaś mnie, bo mnie kochasz!
-Naprawdę tak sądzisz Ichigo? Jak można kochać kogoś takiego jak ty? Jesteś obrzydliwy, ledwo mogę na ciebie patrzeć. Jak mogłeś się związać z jedną z tych bestii, która mnie zabiła? Zdradziłeś mnie, Ichigo. Jeszcze tego pożałujesz, zobaczysz. Ten potwór wykorzysta cię, a potem zada taki ból, że będziesz błagać, bym cię do siebie przyjęła.
-Nie! On mnie kocha, nigdy nie zrobi mi krzywdy.
-Jakiś ty naiwny. To coś nie potrafi kochać, chce tylko zaspokoić swoje instynkty. A ty po raz kolejny dałeś się omotać. Ale proszę bardzo. Trwaj dalej w tej nic niewartej nadziei. Kiedy ty będziesz cierpieć, ja będę się z tego cieszyć. Wreszcie poznasz ten wspaniały ból, kiedy całe twoje życie się wali.
-Nie! Tak się nie stanie! Nie stanie! Nie!



Podrywam się z łóżka z krzykiem, cały zlany potem. Klatka piersiowa co chwile wznosi się i opada w nierównym oddechu, ciepły potok łez zaczyna mi płynąć po policzkach. Jestem przerażony, całe moje ciało drży. W pierwszej chwili nie wiem gdzie jestem, ale pocieszający uścisk na ramieniu pomaga mi wrócić do rzeczywistości.
Odwracam się i napotykam zmartwiony wzrok Hichigo. Nie czekając na żadne słowa z mojej strony, przyciąga mnie do siebie i uspokajająco głaszcze po plecach. Wtulony w jego pierś, zaczynam cicho łkać.

-Znowu ten sam sen? – bardziej stwierdza niż pyta.

Przytakuję jedynie. Wiem, że wyczuł ten gest.

-Spróbuj znowu zasnąć. – szepcze mi do ucha i zmienia pozycję tak, bym leżał między jego nogami, oparty o jego tors. Ale ja nie chcę zasnąć. Nie mogę. Nie chcę znowu przeżyć tego koszmaru. Patrzę na niego załzawionymi oczami i przecząco kręcę głową. – Ichigo, musisz spać, choćby przez jakiś czas. Zawsze to lepiej niż gdybyś miał się w ogóle nie kłaść.
-Nie mogę. Ten sen jest coraz gorszy.
-Wiem, ale postaraj się zasnąć. Dobrze? – pyta i całuje mnie w czubek głowy.
-Dobrze. – wzdycham i zamykam oczy. Nie będę się z nim sprzeczał. Jestem roztrzęsiony i potrzebuje żeby się mną zaopiekował. Mam nadzieję, że te koszmary wreszcie się skończą. Nie dość, że nie śpię ja, to jeszcze Hichigo. Za każdym razem, kiedy się budzę, zaczyna czuwać nade mną. Widać, że bardzo chciałby pójść spać, ale ze względu na mnie tego nie robi. Nie śpi nawet w dzień, bo dotrzymuje mi towarzystwa. Odkąd zaczęły się te sny, nie opuszcza mnie ani na krok. Niech to się wreszcie skończy.



Znowu jestem w tym samym miejscu. To coś, co wygląda jak moja matka, patrzy się na mnie z wyższością. Chcę odwrócić wzrok, ale moje oczy cały czas wpatrują się w to zmasakrowane ciało.

-On zginie, Ichigo. – oznajmia z satysfakcją. – Zginie i znowu zostaniesz sam. Pogódź się z tym. Nigdy nie zaznasz szczęścia, choćbyś nie wiem jak się starał.
-Nie. Nie masz racji!
-Jestem twoją matką i zawsze mam racje. Pewnego dnia znajdziesz tego potwora martwego.

Łzy zaczęły mi się zbierać w oczach. Co jeśli ona ma racje, co jeśli...

Ichigo...

Co? Skąd tu głos Hichigo. Czyżby to jej kolejna sztuczka? Podniosłem głowę i spojrzałem na nią. Była zdezorientowana. Rozglądała się niespokojnie. Też go słyszała.

Ichigo, to tylko sen, a sen to twoja wyobraźnia. Ta kobieta nie jest twoją matką, to nawet nie człowiek. To tylko twoja wyobraźnia. Nie daj się zdominować wytworom twojego umysłu. Zrób to dla mnie. Jeśli sobie nie radzisz ja i Zangetsu pomożemy ci.

To było wszystko co usłyszałem. On ma racje. To tylko sen i nic więcej. Radziłem sobie z gorszymi rzeczami, które były rzeczywiste, więc czemu mam się bać swojej wyobraźni?

-Ufasz temu potworowi bardziej niż mnie? Własnej matce?
-Ufam mojej matce.... – bez żadnego wysiłku staję na nogi. – Ale ty nią nie jesteś. Więc spieprzaj stąd i daj mi spać!



Obudził mnie budzik, co od tygodnia ani razu się nie wydarzyło. Uchyliłem nieznacznie powieki żeby zlokalizować urządzenie, ale zostało już wyłączone. No tak, Hichigo nie chce mi przerywać snu.

-Hej. – przywitał się, kiedy zauważył, że nie śpię. – Pierwszy raz od kilku dni przespałeś resztę nocy bez przeszkód. – powiedział i wczesał dłoń w moje włosy.
-Chyba tylko dzięki tobie. – mruknąłem sennie, podnosząc się do siadu.
-Co masz na myśli?
-Słyszałem we śnie twój głos.
-Serio? Słyszałeś co mówiłem?
-Chwila, mówiłeś to naprawdę?
-Zauważyłem, że zaciskasz pięści, więc chciałem cię uspokoić głosem. Chyba się udało.
-Tak, chyba tak.
-To miło. Nareszcie się wyśpię. – ziewnął i zamknął oczy.
-Ej, chyba nie chcesz spać teraz?
-A dlaczego nie?
-Będzie mi nudno.
-Twój problem. – odparł uśmiechając się.

Nie chciałem by spał. Fakt, przeze mnie się nie wysypiał, ale co ja będę robił przez kilka godzin? Musiałem coś wymyślić i nawet wiedziałem co.

-Trudno. Skoro nie chcesz mi dotrzymać towarzystwa, to pójdę do Urahary.
-Po co? – zainteresował się, ale nie zamierzał otwierać oczu.
-Spytam Renjiego czy nie chce się gdzieś przejść. – nadal byłem oparty o pierś Hichigo, więc doskonale poczułem jak jego mięśnie się napięły. – Poszwędamy się trochę, pogadamy i może coś zjemy.

Z każda chwilą jego ciało było coraz bardziej napięte. Zazdrość, jego największa słabość. Przynajmniej jeśli chodziło o mnie. Mogłem poczuć jak bierze kilka głębokich wdechów. Starał się uspokoić.

-Dobra. – jęknął zrezygnowany. – Mogę pójść spać później.

Uśmiechnąłem się do niego i wstałem z łóżka.

-Obiecujesz, że nie pójdziesz spać?
-Obiecuję.
-Super. A tak w ogóle, Renji od miesiąca jest z Rukią w Soul Society.

Zanim wyszedłem z pokoju, usłyszałem jeszcze, jak Hichigo mruczy coś o bardzo bolesnej śmierci Renjiego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz