sobota, 28 lipca 2012

"Prawie" normalny dzień

-Ichigo, co to za czerwona plamka na twojej szyi? – spytała Rukia, dokładniej oglądając punkcik.
-Uh... – jęknął w odpowiedzi, cały czerwony na twarzy. Zaczął szukać jakiegoś wytłumaczenia, jednocześnie próbując odciąć od siebie śmiech Hichigo, który z każdą chwila był coraz głośniejszy. – To jest... to znaczy... – jąkał się. W tym momencie miał dwa wyjścia, albo powiedzieć prawdę, czego nie chciał, albo skłamać, ale to wiązałoby się z wymyśleniem czegoś zawiłego, a na to nie miał czasu. Wszyscy ciekawie wlepiali w niego wzrok. Keigo ledwo wytrzymywał napięcie, cały drżał w oczekiwaniu na odpowiedź. Najspokojniejszy był jak zwykle Chad. Rukia i Inoue były po prostu ciekawe, z kolei Ishida wydawał się nawet zadowolony.
-Awwww! – Asano wydał z siebie dziwny okrzyk i złapał się za głowę. – Przestań się tak wstydzić, Ichigo. Przyznaj się po prostu, że masz dziewczynę i zrobiła ci malinkę! Dlatego też pewnie jesteś niewyspany, co? Byłeś u niej wczoraj w nocy, przyznaj się!
-Nie, ja wcale nie... – zaczął, ale nie skończył. Wydawało mu się, że widzi Ishidę z zadowolonym uśmieszkiem, przygnębiony wyraz twarzy Orihime i zaskoczoną minę Rukii. Na Sado nie było nawet sensu patrzeć. Pokerowa twarz jak zwykle.
-Kurosaki-kun. – szepnęła cicho Orihime. Oczy jej się szkliły. – To prawda? Masz dziewczynę?
-Ja... – zaczął się w zmieszaniu drapać po głowię. Naprawdę nie wiedział, co powiedzieć. Hichigo, pomóż. Jęknął w myślach.

Wybacz, ale ja tu nic nie pomogę. Trzeba było to jakoś zasłonić.
Zasłonić? Nawet nie wiedziałem, że to mam! Dobrze wiesz, że, kiedy... robisz to, co robisz, nie myślę trzeźwo i nie zauważam wszystkiego.
Więc to moja wina?
Tak twoja! Pomóż!
Hmm... opisz mnie w damskiej wersji.
Co?
Zacznij o mnie opowiadać tylko tak, jakbym był kobietą. Będzie po sprawie.
Nie potrafię sobie wyobrazić czegoś takiego.
W takim razie, radź sobie sam. Idę zobaczyć, co robi Zangetsu.
Nie, błagam wróć! Hichigo...? Hichi? Oh! Wredny albinotyczny, zboczeniec!


Rozmowa w jego głowię trwała tylko kilka sekund ze względu na inaczej płynący czas, ale to wystarczyło by jego przyjaciele się zniecierpliwili. Przez swoją chwilowa nieobecność, nie zauważył jak Uryu odciągnął rozklejającą się Orihime na bok.

-Ichigo, co tak stoisz jak słup soli? – warknęła Rukia. – Czekamy.
-No więc... na razie! - powiedział i ulotnił się.
-Wracaj tu tchórzu! – krzyknął za nim Keigo, ale Ichigo już zniknął w budynku szkoły.

Niedobrze, niedobrze. Jeśli znowu mnie zobaczą, będą dalej pytać. Chyba nie mam wyboru, muszę zwiać ze szkoły.
Co się tak gorączkujesz? Powiedz prawdę.
Czy ty nie miałeś być z Zangetsu?
Kłamałem.
Ty draniu! Zapomnij o tym, że jeszcze kiedykolwiek dam ci zjeść lody waniliowe!
To cios poniżej pasa, wiesz? Już ci pomagam, daj mi chwilkę! Eee... radzę ci wejść do najbliższego pomieszczenia.
Czemu?
Rukia tu idzie.
Jak ona się tu znalazła tak szybko?

To twoja wina, bo kręcisz się w kółko zamiast wejść do klasy i zabrać swoje rzeczy.
Mniejsza o rzeczy, spadam stąd.


Zatrzymał się gwałtownie, rozejrzał dookoła czy nikt go nie widzi. Całe szczęście, jeszcze nie zaczęła się lekcja. Wyjął z kieszenie cukierek dusz, z Konem w środku i połknął go szybko. Jego dusz oddzieliła się od ciała, zostawiając w nim inną i to bardzo irytującą.

-Kon, mam dla ciebie bojowe zadanie.
-He?
-Zajmij się Rukią.
-Nee-san? Yupi! Ale co mam zrobić?
-Podejdź do niej, porozmawiaj, do licha, możesz nawet na nią skoczyć i wtulić w jej biust, tylko błagam, zajmij ją czymś!
-Już się robi. – zasalutował i od razu rzucił się na poszukiwanie brunetki. –Neeeee-saaaan!

Zaraz po zniknięciu Kona, Ichigo usłyszał jak coś upada na ziemię. Prawdopodobnie była to Rukia, która w porę nie odskoczyła.

-Łatwo poszło. – stwierdził i wyskoczył przez najbliższe, otwarte okno. Czekał na zastępczą duszę koło domu. Wiedział, że prędzej czy później tu przyjdzie, a żeby się nie nudzić, umilał sobie czas z Hichigo w wewnętrznym świecie. Nie trzeba chyba mówić, jak to wyglądało?

Gdy Kon w końcu wrócił, nie miał żadnych poważnych obrażeń. Ichigo z powrotem wszedł do swojego ciała, a potem do domu gdzie zaskoczył go brak ataku Isshina, który siedział spokojnie na kanapie.

-Hej. – przywitał się i ruszył do swojego pokoju.
-Ichigo, sąsiedzi mówili...
-Będę u siebie! – krzyknął i zniknął za drzwiami, nie pozwalając ojcu dokończyć. – To jeden z najgorszych dni w moim życiu.

Mogę wyjść?
Jasne.


Hollow zmaterializował się na łóżku i gestem przywołał do siebie Ichigo.

-Moje biedactwo. – powiedział i objął go ramieniem. – Nie martw się, będzie dobrze.
-Jakoś trudno mi w to uwierzyć.
-Musisz się rozluźnić. Chcesz to ci pomogę. – zachichotał i położył nastolatka na łóżku.
-Hichigo, nawet o tym nie myśl, mój ojciec jest w domu.
-W takim razie... – szepnął i przejechał językiem po jego policzku. – Będziesz się musiał zachowywać bardzo, bardzo cicho.

To z pewnością najgorszy dzień w moim życiu!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz