-Ichigo!
-Cholera, Shiro, mówiłem ci żebyś przestał tu przyłazić. Nie pójdę z tobą na randkę.
-Oj Ichigo. Jedna mała randka. – jęknął błagalnie albinos robiąc psie oczka.
-Nie. – warknął i zamknął okno.
Shirosaki patrzył jak chłopak zaciąga zasłony byle tylko go nie widzieć. To go bardzo zabolało. Odkąd tylko pamiętał, podkochiwał się w Ichigo jeszcze w podstawówce, a w szkole średniej kompletnie oszalał na jego punkcie. Szkoda tylko, że tak trudno zdobyć chłopaka, który jest hetero. Ale nie zamierzał się poddać, o nie. Wyciągnie go na randkę. Jeszcze nie wiedział jak, ale zamierzał to zrobić. Dzisiaj!
Z nową determinacją wspiął się po schodach budynku przed którym stał i skierował się pod drzwi swojego obiektu pożądania. Zapukał najzwyczajniej na świecie, jakby chodziło o błahostkę, taką jak pożyczenie cukru. Gdyby jeszcze tylko go używał.
-Mówiłem ci, że masz sobie pójść. – doszedł do niego głos zza drzwi.
-Skąd wiesz, że to ja? – spytał zaskoczony.
-Bo jesteś uparty. Wiesz, że to już podchodzi pod nękanie?
-Otwórz.
-Nie ma mowy.
-Proszę.
-Nie.
Podrapał się po głowie, wciąż patrząc na zamknięte drzwi. Nie sądził, że natrafi na trudności z dostaniem się do środka.
-Trudno. A więc moim przeznaczeniem jest popaść w depresje.
-O co ci znowu chodzi?
-Gdzie jest najbliższy most?
-Ej, ej! Chyba nie chcesz się zabić?
-A co innego mi pozostało? Mój przyjaciel nie chce mi otworzyć drzwi tylko dlatego, że go kocham. – ubolewając nad swoim losem zaczął cicho chlipać próbując ruszyć sumienie Ichigo. – No to idę. – rzucił na pożegnanie i ruszył do wyjścia.
-Czekaj! – usłyszał, a po chwili drzwi się otworzyły. – Pójdę z tobą na tą randkę.
-Super! – krzyknął uradowany i rzucił się na chłopaka.
-Idiota. – mruknął starając się uwolnić z uścisku.
-Dlaczego dałem się tak wrobić? – jęknął Kurosaki, ciągnięty na wymuszoną randkę. Tak, dobrze słyszeliście wymuszoną. Może gdyby nie był tak naiwny, to nie dałby się nabrać na tą głupią sztuczkę z mostem i samobójstwem. Od początku miał wrażenie, że już kiedyś słyszał coś takiego z ust Shiro. A tak. To było w podstawówce, zaraz pierwszego dnia. Albinos tak lamentował o tym jaki on nieszczęśliwy i niewarty życia, że w końcu pozwolił mu usiąść obok siebie. To właśnie wtedy się zaprzyjaźnili. Szkoda tylko, że przyjaźń musiało zniszczyć dużo większe i silniejsze uczucie. Ale czy aby na pewno zniszczyć? Shirosaki zachowywał się raczej normalnie, tylko czasami mu odbijało i zaczynał rzucać jakieś zbereźne teksty i dwuznaczne propozycje. W każdym razie, Ichigo nigdy nie traktował ich poważnie. Wiedział, że albinos jest... no cóż, zwyczajnie dziwny. Jednak nie mógł się pozbyć dziwnego uczucia, które kuło go w serce za każdym razem gdy odmawiał. Miał wrażenie, że sprawia mu tym ból. Ogromny ból, który niszczy jego najlepszego przyjaciela od środka.
-Dokąd idziemy? – spytał w końcu.
-Gdybym ci powiedział, nie byłoby niespodzianki. – odpowiedział podekscytowany.
-Nie chce niespodzianki, chce mieć to już za sobą. – znowu poczuł ukłucie. I nic w tym dziwnego. Doskonale wyczuł ten smutek, który uciekł nagle z Shiro.
Nie mówił już nic więcej. Nie chciał znowu powiedzieć czegoś głupiego i raniącego.
Shirosaki również się nie odzywał. Jego twarz była ponura i pełna smutku. Uśmiech dotąd obecny zniknął po kolejnych raniących słowach. Ten ból był naprawdę nie do zniesienia. Nie wiedział jak długo jeszcze go wytrzyma.
-Mogę powiedzieć ci coś szczerze? – spytał nagle Shiro zatrzymując się.
-Pewnie.
-Tak naprawdę to nie wiem gdzie możemy iść. – powiedział z głupim uśmiechem.
-Kretyn. Od paru miesięcy błagasz mnie o randkę, a nawet nie wymyśliłeś gdzie moglibyśmy pójść?
-No tak jakoś wyszło, heh.
-Wszystko na mojej głowie. – westchnął. – I kto tu kogo na randkę zabiera?
W końcu skończyło się na tym, że Kurosaki też nie miał pomysłu więc błąkali się tylko we wszystkich miejscach. Mimo to, Shiro wydawał się być zadowolony. Uśmiechał się cały czas, a jego dobry humor udzielił się też Ichigo.
Rozmawiali ze sobą tak jak zwykle, więc nie rozumiał po co w ogóle ta cała afera ze spotkaniem. Podejrzewał jednak, że albinosowi pomaga świadomość, że to randka, chodź pewnie sam w to nie wierzył w głębi serca.
Po długim spacerowaniu, Shirosaki odprowadził go pod drzwi mieszkania. Było po dziesiątej, słońce już dawno zaszło.
-Dzięki, że się zgodziłeś. To dla mnie naprawdę ważne.
-Od tego ma się przyjaciół. – i kolejne ukłucie. To było naprawdę bolesne. I to nie tylko dla niego. Spojrzał jednak na twarz Shiro by się upewnić. Nie wydawał się być smutny.
-Ja już pójdę. Żegnaj Ichigo. – odwrócił się i zaczął iść w stronę schodów.
-Do jutra. – szepnął za nim, ale, kiedy otwierał drzwi zauważył, że albinos stoi w miejscu i patrzy na niego dziwnym wzrokiem.
-Ichigo, z tym mostem... ja nie żartowałem.
-Co? – wyjąkał tylko po dłuższej chwili.
-Ja już po prostu nie mogę. Doskonale zdaje sobie sprawę, że nigdy mnie nie pokochasz. Jestem dla ciebie tylko przyjaciele, cenie sobie to, naprawdę, ale ból, którego doświadczam za każdym razem gdy tak mnie traktujesz, jest nie do zniesienia. Już od dawna nad tym myślałem. W zasadzie, już dawno podjąłem decyzje. Ale chciałem choć raz wyjść z tobą nie tak jak z przyjacielem. Jeszcze raz dziękuje i... żegnaj.
-Nie. – szepnął cicho. Ze łzami w oczach patrzył jak Shiro znowu zmierza w stronę schodów. – Nie! Nie możesz tego zrobić! Słyszysz, nie możesz!
-Ichigo...
-Nie musisz się zabijać. Przecież jakoś sobie radziłeś przez te wszystkie lata.
-Ale już nie mogę. – wyjaśnił i zbliżył się do niego. Dłonią obrysował linę szczęki, a chwile potem delikatnie chwycił za podbródek. – Zawsze chciałem to zrobić. – szepnął i pocałował go. Natychmiast przeszył go przyjemny dreszcz. Pierwszy raz to robił. Podczas gdy wielu jego znajomych w szkole chwaliło się pierwszym pocałunkiem, on nawet o tym nie myślał. Jedyną osobę jaka chciał kiedykolwiek pocałować był Ichigo. I teraz mu się udało. Włożył w to całą swoją miłość do chłopaka. Smak, którego nie mógł opisać, mieszał się ze słonymi łzami wciąż spływającymi wzdłuż policzków Kurosakiego. Kiedy przerwał, odsunął się trochę i uśmiechnął. – Już od podstawówki o tym marzyłem. – zaśmiał się chociaż obecna sytuacja wcale nie była śmieszna.
-Nie pozwolę ci się zabić. – powiedział, nadal nie do końca wierząc w to, co się stało.
-Ichigo, jeśli cokolwiek dla ciebie znaczę jako przyjaciel, pozwolisz mi na to. – ucałował jego czoło, a następnie spojrzał w oczy. – Naprawdę bardzo cię kocham Ichigo.
I po wszystkim. Zszedł po schodach i wyszedł z budynku. A on nie mógł się ruszyć. Stał w jednym miejscu i spoglądał tam, gdzie jeszcze przed chwilą widział Shirosakiego.
-Nie. – jęknął czując jak coraz więcej łez płynie mu po twarzy. Serce biło mu szybko i nierówno, czuł jak ściska mu się boleśnie. Z każdą chwila coraz bardziej. W jednej chwili stracił wszystkie siły w nogach. Upadł na kolana i w kółko powtarzał jedno słowo jakby miało ono wszystko zmienić.
Siedział na łóżku. Od wczoraj. Obejmował nogi rękoma, a jego głowa spoczywała na kolanach. Płakał. Cały czas. Tylko od czasu do czasu jego umysł sam odcinał łzy. Ale tylko na chwilę. Było południe. Telefon dzwonił mu już z siedem razy. Jeśli nie więcej, jednak on uparcie nie odbierał. Nie chciał z nikim rozmawiać.
-Ichigo. – rozległo się pukanie. – Ichigo otwórz, to ja, Renji.
-Odejdź. – mruknął.
-Dzwonię do ciebie od rana. Słyszałeś co się stało? Shiro, on...
-Popełnił samobójstwo skacząc z mostu. – dokończył za niego. Nowe łzy od razu zebrały mu się w oczach.
-Skąd wiesz?
-Nie ważne.
-Wszystko w porządku?
-Mój najlepszy przyjaciel się zabił, jak niby ma być w porządku?! – krzyknął i schował głowę między kolana.
-Przepraszam, ja...
-Idź sobie. Nie chcę nikogo widzieć.
Usłyszał kroki powoli oddalające się od drzwi jego mieszkania. Nie powinien tak krzyczeć na Renjiego. Chciał przecież dobrze.
-Przepraszam Shiro. – szepnął. – Teraz choć trochę wiem jak się czułeś przez te wszystkie lata, mając mnie blisko siebie, ale jednocześnie tak daleko. Ale to na pewno nic w porównaniu z twoim bólem. Ty naprawdę mnie kochałeś. A ja to ignorowałem, uznawałem za twoje głupie żarty. W końcu byłeś z nich znany. Przez cały czas, nieświadomie skłaniałem cię do tego kroku. Mogę się tylko domyślać, co czułeś wczoraj podczas naszej... randki. Na pewno się cieszyłeś, ale też wiedziałeś, jak to się skończy. A ja nadal traktowałem to niepoważnie. Bardzo przepraszam. Teraz już wiem czym były te ukłucia w sercu. Kocham cię Shiro. Tylko czemu uświadomiłem sobie to tak późno? Jak mogłem być tak ślepy? Czemu nie dopuszczałem tego do swojej świadomości? Każde złe słowo, które o tobie powiedziałem, ruszało moje serce, ale ja go nie słuchałem. Liczył się tylko racjonalny umysł. Ha, jeśli on taki racjonalny, czemu tego nie zauważyłem? Twojej miłości do mnie i mojej do ciebie? Dlaczego, bym to zrozumiał, musiała się wydarzyć tragedia? Ale... co do jednego się nie myliłem. Kiedy powiedziałem „do jutra”, ty powiedziałeś „żegnaj”. Jednak to ja miałem racje. Nie „żegnaj”, a „do jutra”, która jest już dzisiaj.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz