poniedziałek, 23 lipca 2012

Jesteś mój cz.5

Rok. Tyle czasu minęło odkąd stałem się jego własnością. Ktoś patrzący z boku na moje ciało mógłby pomyśleć, że nie jem za często. Ale to nieprawda. To zadziwiające, ale daje mi duże i regularne posiłki. Przyczyną mojego wyglądu są jego chore zabawy. Mam już tyle blizn na ciele, że trudno zliczyć. Nie ma dnia, żeby choć jedna się nie otworzyła. Opatruje mi je, ale tylko na tyle bym się nie wykrwawił. Często sam otwiera którąś z ran, albo tworzy nową, by mieć nade mną większą władze. Tylko.. to nie ból fizyczny mnie niszczy. Najbardziej cierpi mój umysł... moja dusza. Samo to, że nie jestem dość silny by go pokonać, wystarczająco mnie przygnębia. Gdybym miał miecz, mógłbym się go pozbyć, raz na zawsze. Ale oddałem mu go. Nie wiem gdzie go schował. Jeśli go nie zniszczył. Nie czuję obecności Zangetsu. Jest przez niego zdominowany czy w ogóle go nie ma? Pierwszy raz naprawdę żałuję, że nie związałem się ze staruszkiem bardziej. Gdybym to zrobił, on być może nigdy by się nie wydostał na zewnątrz.
Ciekawe co się dzieje z moją rodziną. Co Ishida powiedział mojemu ojcu? Prosiłem by coś wymyślił. Nie powinienem tego robić. Nie powinienem obarczać go moimi problemami. Może gdybym powiedział ojcu kim jestem i co mieszka wewnątrz mnie, poradziłbym sobie. Powinienem mu powiedzieć. Tak jak powinienem powiedzieć o tym Uraharze i Vizardom. Oni wiedzieliby jak go powstrzymać.

-Mnie się nie da powstrzymać, Ichi. – szepcze mi nad uchem.

Nie odpowiadam. Od dłuższego czasu przypominam szmacianą lalkę. Jedyne co robię to leże i pozwalam łzom płynąć po moich policzkach. A on już nie wychodzi. Siedzi zemną przez cały czas. Szparę, która wpuszczała światło, dawno zasłonił. Nie widzę już nic z wyjątkiem jego bladego oblicza.

-Ichi... – mruczy i odsłania moje ciało. Pochyla się nad moim ramieniem i wysuwa język. Gdy tylko dotyka skóry, przeszywa mnie dreszcz i bynajmniej nie podniecenia.
-Proszę, zostaw mnie. – szepczę i chowam twarz w poduszce. Nadal się go boję, ale nie boję się odezwać. Zorientował się, że zadaje mi większy ból nie wymierzając mi kar cielesnych.
-Ichi, Ichi. Czyżbyś zapomniał o pewnym małym szczególe? – odwraca mnie gwałtownie na plecy i zmusza bym na niego patrzył. Radość, szaleństwo, duma. To wszystko znajduje się w jego oczach, podczas gdy w moich jest tylko smutek, ból i strach. – Ichigo, przecież jesteś mój. Pamiętasz naszą rozmowę? Po tym jak pierwszy raz powiedziałeś, że należysz do mnie? Przypomnę ci.



Kolejna błyskawica. Przecinają niebo co chwilę. He, musisz być naprawdę przygnębiony. Jeszcze nigdy nie było tu burzy. Jakie to przyjemne wyczuwać twój strach. Strach przed twoją przyszłością. Strach przede mną. Żałuj królu, że tego nie czujesz. Tego wspaniałego poczucia władzy. Założę się, że nigdy tego nie doświadczyłeś. Jesteś na to zbyt miękki. Dlatego przegrałeś. Odważyłbyś się zrobić to, co ja? Złamać komuś kark, jak zrobiłem to tej suce? Znęcać się nad czyimś ciałem, obedrzeć je ze skóry i pociąć na kawałeczki tak, jak zrobiłem z tą dziwką? Ty nawet zabić kogoś przez zwykłe cięcie mieczem nie potrafisz, poza tępymi hollowami. Łatwo je zabijać prawda? Te bezmózgie kreatury nie potrafią się skutecznie bronić przed wami. Bogami Śmierci. Jak to dumnie brzmi. Uważacie, że macie władzę i prawo by zabijać pustych, bo pożerają dusze. Ciekawe czy któryś z was zauważył, że też jesteście mordercami. Przecież to nie wina hollowa, że musi zabijać. Tak podpowiada im instynkt. Instynkt, którego nie masz, Ichigo. Gdybyś miał, nie musiałbyś zakładać mojej maski w walce z tym Espadą kotem? Nie zginąłbyś też w głupi sposób w walce z Ulquiorrą. Mogłeś go zabić wiele razy, ale tego nie zrobiłeś, bo nie wiedziałeś jak. Potrafię z każdego niemal przedmiotu zrobić broń by zabić. Instynkt podpowiada mi gdzie uderzyć, by śmiertelnie zranić, gdzie chwycić, by z łatwością unieść w powietrze. Gdzie trafić, by wywołać natychmiastową śmierć. Ty tego nie wiesz. Dlatego musiałem wtedy przejąć władzę nad twoim ciałem i zwyciężyć za ciebie Ulquiorrę. Musiałem ratować tą cholerna mazgaje. A nawet, kiedy go pokonałem, ty chciałeś by odciął ci rękę i nogę, tak jak ja mu to zrobiłem. To taki żałosne. Najwyższy czas pogadać by wszystko ustalić.

-Jakiś ty wystraszony. – drwię i patrzę jak krople wody całkowicie wsiąknęły w twoje ubranie. Iście pociągający widok! Mam ochotę wyruchać cie tu i teraz, ale to by tylko zniszczyło mój plan. Muszę się powstrzymać.

Drżysz. Na pewno nie z zimna prawda? Ty się boisz. Kiedy ostatnim razem tu przyszedłeś chciałem się trochę tobą pobawić, ale uciekłeś. Teraz już ci się nie uda.

-Podejdź bliżej.

Te niepewne kroki. Ale w końcu i tak podejdziesz. Nie masz wyboru.

-Na kolana!

Stawiasz jedną stopę do tyłu. Czyżbyś zamierzał uciekać? Nie, bo już po chwili klęczysz przede mną jak wierny sługa.

-Proszę... – Hę? Dobrze usłyszałem? Prosisz? – Proszę, rób zemną co tylko chcesz, tylko nie zabijaj nikogo więcej.
-Dobrze zrozumiałem? Przysięgasz mi posłuszeństwo? – to się robi naprawdę ciekawe. Nie planowałem tego, ale nie mogę narzekać.
-Tak.
-Więc powiedz to.
-Przysięgam... ci posłuszeństwo. Będę robił wszystko co mi rozkażesz, pójdę tam gdzie będziesz chciał mnie widzieć... na jak długo zechcesz.

Ah, znowu to wspaniałe uczucie władzy! Jak ja je uwielbiam!

-Doskonale. Nie zabiję nikogo, póki będziesz posłuszny. Idź sobie. Ale jeszcze dzisiaj... – pochylam się i przygryzam jego wargę. Mmm, najlepsza krew jakiej próbowałem. - ... jeszcze dzisiaj masz odejść z miasta. Znalazłem bardzo fajne, hehe, miejsce na moje królestwo.

Odchodzisz. Znowu niepewnym krokiem, może nawet bardziej niepewnym. Nareszcie! Osiągnąłem mój cel! Jesteś mój!




-Teraz już pamiętasz? – pyta. Wiem że zemnie szydzi. To da się wyczuć. – Jeśli tak, nie licz na taryfę ulgową. Przysiągłeś, że będziesz wykonywał każde moje polecenie. Więc stul pysk i rozłóż nogi!

Jego głos. Jest dziwny. Taki cichy. Krzyknął, ale ja go prawie nie usłyszałem. Co to znaczy?

-NIE!

Wrzask. Wrzask bólu. Co się z nim dzieje?
Patrzę na niego pół przytomnym wzrokiem. Trzyma się za głowę. On... on się rozpada.

-Nie! Cholera! Nawet się nie wasz Zangetsu! Myślisz, że mnie powstrzymasz na zawsze?! Ja do niego wrócę! Wrócę i zniszczę jego psychikę doszczętnie! Wytresuje go tak, że będzie błagał o wszystko, co go rani! Słyszysz?! A ciebie osobiście zabiję! Zabiję za przeszkadzanie mi! On jest mój! Mój!

Zniknął. Czy to znaczy, że jestem wolny?

-Ichigo.

Zangetsu. Stoi przy drzwiach. Trzyma mój miecz. Jednak się go nie pozbył.

-Ichigo, wróć do rodziny i przyjaciół. Dopilnuje żeby już nigdy się nie wydostał.

On też zniknął, ale wyczuwam go wewnątrz mojej duszy. Staruszek Zangetsu. Uratował mnie. Uwolnił od tego koszmaru jakim było służenie mojemu pustemu.

-Dziękuje, Zangetsu.



Wszystko wróciło do normy. Tak jakby. Już nie jestem tym samym człowiekiem co kiedyś. Wszystko co mi zrobił... to nie zniknie. Nigdy. Chodzę przygaszony. Tak jak w jego więzieniu, wszystko wykonuje automatycznie. Każdą czynność.
Nie wróciłem do szkoły. Nie byłem w stanie tam wrócić. Nie mogę zapamiętać nowych rzeczy. Mój mózg, jakby obumarł. Kiedy wróciłem, ledwo przypomniałem sobie imiona moich sióstr i ojca. On mi coś zrobił. Samą dominacja nade mną.
Ishida powiedział mojemu ojcu, że uciekłem z domu. Tak czasem bywa z nastolatkami, więc chyba to kupił. Na pewno zdaje sobie sprawę, że coś musiało mi się przydarzyć. Coś strasznego. Nawet nie wie jak bardzo. Kiedy pyta co, odpowiadam, że nie chcę o tym mówić. Nie docieka, ale co jakiś czas ponawia pytanie. Rozumiem go. Martwi się o mnie.
Będąc na łasce tego potwora chciałem o wszystkim mu powiedzieć, ale już nie chcę. Nikomu nie powiedziałem co się stało, nawet Ishidzie. Tylko trzy osoby wiedza, co się wydarzyło. Ja, Zangetsu i...

-I ja, królu!

Moje ciało natychmiast zostało sparaliżowane przez strach. Szklankę, którą właśnie niosłem, upuściłem na ziemię. Mój ojciec spojrzał na mnie z kanapy zaniepokojony. Zerwał się na równe nogi i złapał mnie za ramiona.

-Ichigo. Synu co się stało?

Nie byłem w stanie odpowiedzieć. Z trudem łapałem powietrze. Czułem jak łzy płyną mi po policzkach. To nie możliwe by wrócił. Zangetsu mówił, że mu nie pozwoli, więc jak?

-Mówiłem Ichigo, że wrócę. Tym razem Zangetsu cię nie uratuje. Wiedziałeś, że można zabić zanpaktou w duszy tego, kto go dzierży? Bo ja tak!

Ten śmiech. Jeszcze nigdy tak mnie nie przerażał. Ojciec mną delikatnie potrząsa. Próbuje mnie przywrócić do rzeczywistości. Ale ja nie potrafię się ruszyć. Zangetsu? Nie żyje? Nie, to nie możliwe!

-Możliwe.

Nogi się pode mną uginają. Nie padam na ziemie tylko dzięki interwencji ojca. Trzyma mnie mocno w swoich ramionach i woła do mnie. A ja jestem w stanie tylko patrzeć przed siebie i szlochać. Wrócił. Koszmar wrócił.

-Jesteś mój.
-Ja...

Ojciec patrzy na mnie dziwnie. Chyba oczekuje, że powiem mu, co się stało.

-Jestem twój. – kończę i nic więcej już nie mówię.

Wywołałem spore zamieszanie. Zostałem zaniesiony do łóżka. Co chwila słyszę pytanie co się stało. W końcu odpowiadam, że wróciły wspomnienia.
Poprosiłem ojca by zostawił mnie samego. Niechętnie się zgodził.

-Ichi, wiesz co? Ponieważ twój tatuś tak się o ciebie troszczy, postanowiłem w swej łaskawości pozwolić ci tu zostać. Ale raz w tygodniu przychodzisz do mnie. Zabawimy się. Obiecałem w końcu zniszczyć twoją psychikę, prawda? Skończysz u czubków, zobaczysz. No, ale najważniejsze, że twój tatulek i siostrzyczki są obok. Do zobaczenia jutro, na naszym pierwszym, po dłuższej przerwie, spotkaniu.

Jego śmiech powoli cichnie. Pomimo trudności w utrzymaniu się na nogach, wychodzę z pokoju. Nie musiałem szukać daleko. Ojciec zmartwiony stał przy drzwiach.

-Tato... – zaczynam niepewnie. Widzi jak próbuje się trzymać futryny, więc pomaga mi ustać.
-Tak synu?
-Musze ci coś powiedzieć.

Opowiedziałem mu wszystko. O tym jak zostałem shinigami, o tym kim była Rukia. I o tym potworze. Ku mojemu zdziwieniu okazało się, że wszystko wie. To ja byłem bardziej zaskoczony. Nigdy bym nie pomyślał, że mój ojciec też może być shinigami. Wiedział, że uciekłem z powodu hollowa. Urahara mu powiedział. Tam też mnie przyprowadził. Do jedynego człowieka, który może mi pomóc. Szkoda tylko, że pomoc jest niewielka.
Kisuke twierdzi, że pusty jest zbyt potężny. Mówi, że nawet u vizardów nie widział by hollow miał ludzką postać. Udało mu się zablokować dostęp do mojego wewnętrznego świata. Nie mogę tam wejść, a on nie może stamtąd wyjść. Co jakiś czas Urahara używa swojego dziwnego wynalazku i go wycisza. Na jakieś półtora miesiąca mam spokój, ale on potem odzyskuje siły i znowu nęka mnie swoim głosem i dokładnymi opisami, co on by zemną robił gdyby mógł. Wtedy znowu jest uciszany, ale zanim tak się stanie, słucham go kilka minut.
Ponieważ w każdej chwili, pusty może znowu się „obudzić”, musiałem zamieszkać w sklepie Urahary. Ojciec i siostry też się tam przenieśli. Przyznam, że w okresie spokoju jest nawet przyjemnie, ale to nie zmienia faktu, że on nadal tam jest. Uśpiony przez krótki czas w głębi mojego umysłu. Tylko czeka by znowu mnie nękać, tym razem najskuteczniej jak dotąd, bo wyłącznie psychicznie. Ten koszmar nigdy się już nie skończy, ale przynajmniej mam ludzi, którzy mnie wspierają.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz