Zimno. Tak bardzo zimno, a to przecież dzień. Na pewno. Smuga światła wpada przez szczelinę między deskami. To musi być słońce. Jedyna rzecz, która pomaga mi określić czas na zewnątrz. Rzecz, którą na pewno mi odbierze. To jego strategia. Odcina mnie od świata. Chce mieć pewność, że będę znał tylko tę ciemność. Ten przesiąknięty chłodem pokój. I jego samego. Nienawidzę go. Nienawidzę z całego serca i... boję się. Boje się go tak bardzo. To potwór, bestia bez uczuć. Odezwę się bez pozwolenia to w najlepszym wypadku dostanę w twarz. Tylko pięć razy!
Dlaczego on mnie nie zostawi w spokoju? Ile razy jeszcze będzie przychodził pieprzyć mnie i znęcać się nade mną? Robi to już od miesiąca. Codziennie. Po skończonej zabawie daje mi osiem godzin przerwy. A potem znowu przychodzi. Czy to się w ogóle kiedyś skończy?
Na co ja właściwie liczę? Przecież zgodziłem się na to. Przysiągłem mu posłuszeństwo. Gdybym tego nie zrobił, zginęło by więcej osób niż tylko Rukia i Inoue.
Śmierć. Sam mam ochotę umrzeć. Ale nie mogę. Dopóki żyję on nie robi nikomu krzywdy. Z wyjątkiem mnie.
Dźwięk przekręcanego zamka? O nie. Nie, przecież jeszcze nie minęło osiem godzin.
Na nic się zdały moje błagania. Wszedł. I nie wyjdzie stąd przez jakiś czas.
-Ichi, Ichi... moja mała zabaweczko. Chodź do pana.
Ten jego drwiący głos. Nie mogę mu się przeciwstawić. Inaczej będzie jeszcze gorzej. Zwlekam się z łóżka. Nie za szybko, by odwlec tą chwilę i nie za wolno, by go nie zdenerwować. Kołdra zsuwa się z moich ramion, a potem bioder. Już nawet się nie ubieram po wszystkim. Bo po co? Powoli podchodzę, a gdy jestem już blisko robię to co zwykle. Klękam. W ten sposób okazuje mu moje posłuszeństwo. On natomiast chwyta mnie z włosy i wygina głowę do tyłu. Teraz czeka mnie mały test, który ubzdurał sobie jego psychopatyczny umysł.
-Ichigo, kim jesteś?
-Dziwką.
-Czyją?
-Twoją.
-Tylko?
-Tylko.
-Co masz robić?
-Wykonywać wszystkie twoje polecenia.
Puścił moje włosy. Nie pomyliłem się przy odpowiedziach. Znam to już na pamięć. Muszę. W przeciwnym razie wymierzy mi karę. W zasadzie odpowiadam automatycznie. Nie zastanawiam się, o co pyta. Przez to parę razy wpadłem, gdy celowo zmienił kolejność.
-Dobrze się spisałeś Ichi. W nagrodę zrobisz mi tylko loda i będziesz miał spokój.
-Dziękuje.
To były naprawdę szczere podziękowania z mojej strony. Zwykle odpowiadam bo tak mi każe, ale dzisiaj jestem mu naprawdę wdzięczny.
-Chodź tu.
Klepie miejsce na łóżku obok siebie.
Jak zwykle, podchodzę bez sprzeciwu i z twarzą bez wyrazu. Kiedy siadam obok, jest już przygotowany. Zaczynam od razu. Mdłości towarzyszą mi przy tym od zawsze. Jedyne na co mam teraz ochotę to ugryźć tego kutasa żeby wył z bólu. Szkoda tylko, że ból go jedynie podnieca. Znowu chwyta mnie za włosy w ten jego brutalny sposób. Nie lubię tego robić szybko, zwłaszcza że zmusza mnie do połykania swojej męskości do końca. Duszę się wtedy, ale jemu właśnie o to chodzi. O sprawienie mi bólu i zaspokojenie własnej żądzy.
Coraz gwałtowniej porusza moją głową. Musze się naprawdę napracować językiem by go zaspokoić. Na szczęście dla mnie niedługo koniec. Jęczy coraz głośniej aż wreszcie kończy w moich ustach. Chcę wypluć jego spermę, ale odchyla moją głowę.
-Połknij. - Nakazuje, a ja wykonuje jego polecenie.
Puszcza moje włosy i wstaje.
-Grzeczny chłopiec. Oby tak dalej Ichi, to może pewnego dnia ty też będziesz czerpał z tego przyjemność.
Otwiera drzwi, ale zatrzymuje się jeszcze w progu.
-Jesteś mój.
Wypowiada te słowa z taką radością. Radością, której nie cierpię.
-Jestem twój. - Potwierdzam i wreszcie znika.
Zamyka drzwi bym nie mógł wyjść. Mam spokój na osiem godzin. Znowu wchodzę pod kołdrę i staram się zasnąć, co wcale nie jest łatwe.
Jesteś mój Ichigo. Należysz do mnie, tylko do mnie. Zabije każdego kto będzie chciał mi cię odebrać. Zabije wszystkich twoich przyjaciół, jeśli tylko pomyślisz o wolności. Słyszysz? Wszystkich, bez wyjątku!
Staram się nie dopuścić jego myśli do siebie, ale nie potrafię. Gdyby on jeszcze mnie kochał. Gdyby to był jego zaborczy sposób okazywania uczuć. Ale to nie jest miłość tylko czysta żądza.
Tak strasznie tu zimno.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz