Znowu się zaczyna. Wiesz jak tego nie cierpię, dlatego to przedłużasz.
Zawsze podchodzisz do mnie powoli, wystawiając moja cierpliwość na próbę. Nawet kiedy już stoisz o milimetry ode mnie, tylko wsłuchujesz się w mój ciężki oddech. Uśmiechasz się. Nie tak jak zwykle, z ironią, ale ciepło. Uśmiechem zarezerwowanym tylko dla mnie. Nikt inny nie widział cię takiego. Moi przyjaciele widują cię codziennie, ale ty zawsze masz albo obojętny, albo ironiczny wyraz twarzy. Tylko przy mnie się otwierasz.
Nareszcie podnosisz dłoń. Dotykasz mojego policzka, a mnie zaczyna parzyć skóra w tym miejscu. Wodzisz palcem po całej mojej twarzy, aż w końcu, nareszcie, delikatnie rozsuwasz moje wargi i wsuwasz swój język do środka. W tym momencie poddaje ci się całkowicie. Wiele razy już próbowałem dominować w pocałunku, ale ty nigdy się nie dajesz. Twój niebieski język skutecznie uniemożliwia mi przejęcie kontroli, jakby był do tego stworzony.
Zamykam oczy. Czuję twoje dłonie, powoli sunące w dół. Znowu te powolne ruchy. Doprowadzają mnie do obłędu i ty to wiesz. Celowo dotykasz mnie w najwrażliwszych miejscach. Moje żebra, łopatki, podbrzusze i wiele innych miejsc. Znasz je wszystkie na pamięć.
Dochodzisz do krawędzi moich spodni i zatrzymujesz się. Nie pójdziesz dalej. Wrócisz do miejsca z którego zacząłeś i zafascynowaniem, znów zaczniesz pochłaniać ustami moje jęki. Jak ja tego nienawidzę!
Takie pieszczoty w twoim wykonaniu trwają zwykle 20 minut. Wiesz jak wtedy cierpię? Chciałbym cię czuć w sobie jak najszybciej. Mógłbym nawet o to błagać, ale ty zawsze, zanim zdążę coś powiedzieć, uciszasz mnie pocałunkiem.
Gdy w końcu nadchodzi ten moment, gdy kładziesz mnie na łóżku, rozpoczyna się kolejna tortura.
Spoglądasz na mnie z uśmiechem i powoli zdejmujesz zemnie bluzkę. Wiję się gdy niespodziewanie muskasz mnie opuszkami palców, ale ty i tak tego nie przyspieszasz. Spodnie zdejmujesz równie wolno. Nawet wolniej. Znowu twoje błąkające się palce znajdują się w najwrażliwszych miejscach. Gdy zostaję już w samych bokserkach, niemal łkam. Wiem, że to lubisz. Na początku miałem wrażenie, ze po prostu uwielbiasz sprawiać mi ból, ale teraz wiem, że nigdy byś mnie nie skrzywdził.
Przystępujesz do kolejnej części zabawy. Twój język bada każdy skrawek mojej skóry. Znowu chcę cię błagać, byś w końcu to przyspieszył, ale nie mogę nic powiedzieć. Jedyne co wydobywa się z moich ust, to jęki. Jęki tak dzikiej rozkoszy, że aż sam się sobie dziwię. A to tylko język.
Na sutkach zatrzymujesz się chyba najdłużej, nie licząc żeber i podbrzusza. Co chwila je podgryzasz, ssiesz lub po prostu liżesz. Cały czas mam wrażenie, że zaraz dojdę od samych pieszczot. Ale ty wiesz kiedy przestać, bym znowu czuł niespełnienie.
Kolejne 20 minut tortur mija. Nie wiem jakim cudem to wszystko wytrzymuje, ale wiem, że nagroda jest tego warta.
Po raz kolejny, delikatnie, zdejmujesz ostatnią cześć mojego ubioru. Nareszcie! To jeszcze nie koniec, ale niedługo nadejdzie. Nadejdzie ta długo upragniona chwila. Chwila, kiedy płaczę z rozkoszy, kiedy błagam o więcej, kiedy krzyczę nie zważając na to, że ktoś może mnie usłyszeć. Nic się wtedy nie liczy poza tobą i tą nieopisaną przyjemnością. Tylko my dwoje.
Ale ty znowu dochodzisz do wszystkiego powoli. Koniuszkiem języka dotykasz mojej nabrzmiałej już męskości. Przeciągły jęk wydobywa się z moich ust. Na szczęście to długo nie potrwa. Ty chyba też po pewnym czasie masz dość tych powolnych zabaw, bo tylko kilka razy przejeżdżasz językiem po prąciu.
Ostatni raz sięgasz do moich ust. Zawsze mnie całujesz tuż przed stosunkiem, tym samym dając mi znać, że dobrze się spisałem wytrzymując to wszystko, a teraz czas na nagrodę.
Nie zdejmujesz z siebie wszystkiego. Jak zawsze. Tylko raz byłeś całkiem nagi, a kiedy zapytałem cię czemu nigdy się nie rozbierasz, uśmiechnąłeś się dziwnie.
Unosisz delikatnie moje biodra do góry i...
Boże, jak ja to kocham! Wchodzisz we mnie bez przygotowania, bo i po co? Te wszystkie pieszczoty, którymi mnie obdarzasz rozluźniają mnie lepiej niż cokolwiek innego. Wprawiasz mnie w stan euforii. W tej chwili jęczę jak dotąd najgłośniej. Nie, ja nie jęczę, ja krzyczę. Krzyczę z powodu przyjemności jaką mi dajesz.
Poruszasz się delikatnie i zmysłowo by w końcu przyspieszyć. Nie mam pojęcia czy ktoś jest w stanie poruszać się tak szybko jak ty. Czyżby to dlatego, że jesteś hollowem? Nie wiem. Wiem, że chcę więcej i dłużej. Te kilka minut, to za mało.
Wszystko się szybko kończy. Prawie godzina pieszczot, a tylko kilka minut nagrody. Ale kiedy spuszczasz się we mnie, czuję dziwne uczucie wypełnienia. Mam wrażenie jakbyśmy byli stworzeni dla siebie. I chyba jest to prawdą.
Znowu pochylasz się nade mną i całujesz namiętnie. Kolejna nagroda. Szybko jednak przerywasz pocałunek. Nadal dyszę po przeżytym orgazmie. Gładzisz mnie uspokajająco po policzku gdzie widnieją ślady po łzach. Nie bolało. To łzy rozkoszy.
Kładziesz się obok mnie i przyciągasz do siebie. Nasze ciała są jak dwa elementy układanki, pasują do siebie idealnie.
Składasz na moim policzku delikatny pocałunek. Zabawne, że ty nigdy nie jesteś zmęczony, a i tak nie chcesz robić tego drugi raz. Wytrzymałbym, byle tylko poczuć znowu tą przyjemność.
Teraz moja ulubiona część. Te wspaniałe słowa padające z twoich ust. Ust hollowa. Nigdy nie myślałem, że coś może być lepsze od seksu z tobą, aż nie powiedziałeś tego po naszym piątym stosunku.
-Kocham cię, Ichi.
Uśmiecham się. Mówiłeś mi to już wiele razy, a za każdym razem czuję się szczęśliwy tak samo jak za pierwszym razem, albo nawet bardziej.
-Ja ciebie też.
Nadal pamiętam nasze walki. Jeszcze zanim każde z nas zrozumiało swoje uczucia. Nazwałeś mnie królem i nazywałeś mnie nim jeszcze przez jakiś czas. Ale ten tytuł nie pasuje do mnie. Bo to nie ja jestem władcą... tylko ty. To ty jesteś moim królem Hichigo. I niech tak zostanie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz