sobota, 28 lipca 2012

Noc namiętności

Dwa ciała splecione ze sobą. Jedno trupio blade, drugie niemal czerwone od niczym niezmąconej rozkoszy, która obaj kochankowie dają sobie nawzajem. Światło księżyca odbijało się od zroszonej potem skóry, dając jedyny blask na rozgrywającą się scenę.

-Shiro, ja już nie mogę, skończmy na dziś.

Albinos oderwał się od czerwonego sutka i oblizał lubieżnie usta.

-Ale Ichi, to dopiero trzecie podejście. W dodatku już zaczęliśmy i szkoda by było przerwać.
-Może i szkoda, ale jestem już zmęczony i... Ah!

Dłoń Hichigo zaciskająca się na jego męskości przerwała mu w połowie zdania.

-Nie wyglądasz na zmęczonego. – wymruczał i zmiażdżył jego wargi swoimi.

Opór Ichigo natychmiast osłabł. Zarzucił ramiona na kark albinosa i z nową żądzą zaczął oddawać pocałunek. Jutro z pewnością będzie wyczerpany, ale nie można mieć czegoś takiego za darmo.
Ręka Shiro nadal znajdowała się na jego przyrodzeniu doprowadzając go tym samym do szaleństwa. Nie mógł się skupić na pocałunku będąc jednocześnie pieszczonym przez zręczne palce kochanka. Chciał więcej, dużo więcej. Pragnął dotyku, pocałunków, wszystkiego. Potrzebował tego bardziej od powietrza, które powoli mu się kończyło w tym namiętnym tańcu języków.
Jego ciało wiło się, skręcało w różnych kierunkach i ocierało o Hichigo, podniecając go tym samym. Można to było porównać do erotycznego tańca, tylko, że był on z pewnością bardziej skuteczny. Taki dotyk działał na hollowa bardzo szybko, uaktywniając wszystkie prymitywne instynkty. Na kilka sekund, zanim znowu nie zaczynał racjonalnie myśleć, ale to wystarczało.
Czarne pazury zostały mu wbite w biodra, raniąc go do krwi. Bolało, ale podniecało zarazem. Poczuł jak jest lekko unoszony, a chwile potem, już trzeci raz tej nocy, męskość kochanka znikneła w jego wnętrzu. Donośny, przeciągły jęk, umknął spomiędzy rozwartych warg. Lekko uchylił oczy i spojrzał na Shiro, który, tak samo jak on sam, dyszał ciężko.

-Cholera, Ichi. Ty już chyba zawsze będziesz taki ciasny.
-Zamknij się i zacznij wreszcie!
-Jaki niecierpliwy. A jeszcze przed chwilą chciałeś zrezygnować. – zaśmiał się i wykonał mocne pchnięcie. Dalsze ruchy miały być jednak inne.

Hollow powoli poruszał biodrami, sprawiając, ze jego kochanek jęczy, wzdycha i drży w oczekiwaniu na więcej. Chłopak jednak był zbyt dumny, by o to prosić, a Hichigo robiąc mu na złość, nie zwiększał tempa.

-Ngh... Shiro.
-Tak, mój słodki? – wymruczał, okrężnymi ruchami masując jego tors.
-Nie... nienawidzę... ah! Cię!
-Jasne. – prychnął i przyssał się do szyi, zostawiając na niej czerwony punkcik. O tak, uwielbiał znakować swoją własność. W innym miejscu, naciął nieznacznie skórę zębami, z zapałem zlizując powoli sączącą się krew.

Przyjemny dreszcz przebiegł przez całe ciało Ichigo, ale zaczynało go to powoli irytować. To były tortury, albinos się z nim bawił. Nie wykonywał nawet głębokich pchnięć. Zamiast tego, dostawał płytkie, powolne ruchy, które nie dosięgały tego jednego, szczególnego miejsca, które sprawiłoby, że krzyczy, błaga o więcej.

-Robisz to specjalnie - wysapał z pretensją.
-Co takiego. – spytał z miną niewiniątka, którym na pewno nie był, a jego ręce tym bardziej. Dłoń delikatnie gładziła podbrzusze chłopaka, zjeżdżając coraz niżej. Zręcznie wyminął sterczącą męskość i zajął się masowaniem jąder.

Tego było już za wiele! To była jawna prowokacja, której nie mógł się dłużej opierać.

-Shi... Shiro.
-Taak?
-Szybciej. – szepnął cicho.
-Powiedz proszę.
-Błagam, szybciej! – jęknął w desperacji.
-Tak lepiej. – uśmiechnął się zadowolony i przyśpieszył. Sam miał już powoli dość swojego tempa, ale uwielbiał się drażnić z Ichigo, określając tym samym swoją dominację. Parę razy, Kurosaki próbował go zdominować, ale w końcu dał sobie spokój po kolejnej nieudanej próbie. Musiał się pogodzić, że w łóżku to Hichigo jest królem. I zrobił to. Co prawda nigdy nie był na górze, ale doszedł do wniosku, że nie ma nic lepszego od tego wspaniałego uczucia, kiedy męskość kochanka raz po raz wchodzi do końca, sprawiając, że drży z ekstazy.
-Podoba się, Ichi? – spytał uśmiechając się z wyższością. Jedyną odpowiedzią była próba uciszenia jęków, która nie wyszła najlepiej. – Nie bądź taki nieśmiały, pokaż jak ci dobrze. A najlepiej, wypowiedz moje imię. – zachęcił silnym uderzeniem w prostatę.

Chłopak krzyknął, wyginając się w łuk i całkowicie poddając chwili. To był ten moment, w którym tracił racjonalny umysł i stawał się całkowicie uległy. Nie mógł się bronić, sprzeczać. Jedyne, co potrafił w tym stanie to wykonywać każde polecenie Shirosakiego.

-No dalej, Ichi. Krzycz, krzycz moje imię.
-Hichigo. – szepnął.
-Nie słyszę.
-Hichigo!
-Jeszcze raz!
-Hichigo, Hichigo, Hichigo!
-Dobry chłopiec. – pochwalił i ponownie wszedł głęboko. W tej chwili każde jego pchnięcie było kończone okrzykiem przyjemności. Z pewnością o ich nocnej zabawie dowiedziały się rodziny mieszkające najbliżej Kurosakich. Ale jemu to nie przeszkadzało, wprost przeciwnie. Chciał, by wszyscy słyszeli jaką rozkosz daje Ichigo. I mimo, że nikt i tak by go nie zobaczył, cieszył się na myśl, że jutro, któryś z sąsiadów przyszedłby do ich domu, żeby poskarżyć się na nocne hałasy.
-Hichi... ja... zaraz...
-Doskonale wiem o co ci chodzi. – wydyszał i po raz ostatni nasilił ruchy bioder. Teraz liczyło się tylko osiągnięcie spełnienia. Oboje ciężko dyszeli, ich ciałami wstrząsały dreszcze, ciała robiły się tak gorące, że nawet blada skóra Shiro, nabrała nieco koloru w okolicach twarzy.

Z oczu Ichigo poleciało kilka łez. Z wielkim wysiłkiem wsparł się na przedramionach i wyszedł naprzeciw ruchom kochanka. Wystarczyło jedno mocne pchnięcie i krzyknął przychodząc trzeci raz w ciągu kilku godzin. Mięśnie zacisnęły się ciasno na członku Hichigo, także umożliwiające mu zakończenie aktu. Napinając się cały, z cichym jękiem zwolnił swoje nasienie do wnętrza chłopaka. Ręce, na których się podtrzymywał, odmówiły mu posłuszeństwa i tylko dzięki lekkiemu odepchnięciu w bok, nie upadł na wyczerpanego Ichigo.
Przez kilka minut leżeli obok siebie, uspokajając oddechy i rozszalałe serca. Kurosaki kątem oka spojrzał na zegarek.

-Cholera, 4 rano, za trzy godziny muszę wstać do szkoły.

Shiro spojrzał na niego z uśmiechem i przyciągnął do swojej piersi.

-Nie martw się Ichi. Może i nie pośpisz dużo, ale warto było.
-Tu masz racje, ale skończyły mi się wymówki na wytłumaczenie mojego stanu. Przez cały dzień niemal śpię.
-Powiedz to, co zwykle.
-Już dawno przestali wierzyć, że się uczyłem do późna.
-To może wyjaśnij, że oglądałeś film.
-Nie oglądam filmów.
-Więc powiedz prawdę.
-Nie powiem Rukii i pozostałym, że przez weekend pieprzyłem się z hollowem.
-„Pieprzyłem” ma taki dziwny wydźwięk. My tu uprawialiśmy miłość, Ichi.
-Nie ważne i tak nie powiem prawdy, to zbyt... dziwne. Dla nich, nie dla mnie, ja się już przyzwyczaiłem, że jestem zakochany w pustym. Eh... nie dość, że będę niewyspany to jeszcze będę się ledwo ruszać.
-Ostrzegałem cię, że gdy twoja rodzina wyjedzie na dwa dni, zamierzam spędzić je z tobą i bynajmniej nie na rozmowie.
-Wiem. Nie ma ci za złe, było... fajnie. – mruknął rumieniąc się.
-Ta... poczekaj tylko aż wszyscy sąsiedzi zaczną nachodzić twojego ojca.
-Czemu mieliby go nachodzić?
-Zdajesz sobie sprawę jak głośno krzyczałeś?
-Już po mnie. – westchnął i oplótł rękoma klatkę piersiową Hichigo. – Dobranoc. – ziewnął i zamknął oczy, zapadając w krótki, ale przyjemny sen.



O siódmej rano, hollow przeniósł się do swojego codziennego miejsca pobytu, czyli umysłu Kurosakiego, chwile po jego obudzeniu. Niewyspany, obolały, ale zadowolony z weekendu Ichigo, poszedł do szkoły. Wszystko był w porządku. Wymyślił na poczekaniu wymówkę, że niby musiał pilnie pojechać poza miasto. Jego przyjaciele podejrzliwie na niego patrzyli, ale nie wnikali w temat, ani nie zadawali żadnych pytań. Aż podczas jednej z przerw...

-Ichigo, co to za czerwona plamka na twojej szyi? – spytała Rukia, dokładniej oglądając punkcik.
-Uh... – jęknął w odpowiedzi, cały czerwony na twarzy. Zaczął szukać jakiegoś wytłumaczenia, jednocześnie próbując odciąć od siebie śmiech Hichigo, który z każdą chwila był coraz głośniejszy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz