poniedziałek, 23 lipca 2012

Hollow z uczuciami

Wszystko widział jak przez mgłę. Ostatni cios, który wymierzył mu Aizen, miał zakończyć jego życie. I najwyraźniej się udało. Krew trysnęła z rany na piersi zaraz po wyjęciu miecza. Ichigo miał pewność, że jego serce jest przebite i przestaje pracować. Znowu. Ile to już razy umarł? Dwa? Zawsze udawało mu się cudem ożyć, ale tym razem nie widział dla siebie ratunku.
Miecz wypadł mu z dłoni. Nie miał już siły by go utrzymać. Nie miał już siły by ustać. Stracił równowagę i upadł. Oczy powoli mu się zamykały, ale zanim całkowicie odpłynął, usłyszał niewyraźny szept, a potężne reiatsu wstrząsnęło wszystkimi obecnymi.


Zaborczy ryk po raz kolejny odwiódł Shinjiego od podejścia do Ichigo. Po niespodziewanym wybuchu energii duchowej, który miał miejsce niedawno, obok chłopaka pojawił się hollow i teraz krążył wokół niego odganiając każdego, kto odważył się podejść na odległość 10 kroków. Jeśli to nie skutkowało, pusty po prostu atakował. Najpierw z dystansu, za pomocą cero, a potem łapami i ogonem.
Wszyscy zgromadzeni w fałszywej Karakurze, Shinigami i Vizardzi, doskonale wiedzieli co by się stało gdyby podeszli za blisko. Hollow atakował nawet to, co nie żyło. Kamień rzucony w jego kierunku, został rozbity na proszek bardzo szybko, a zaraz po tym nastąpiło ostrzegawcze warknięci by tego nie powtarzać. Nikt już nie wiedział co robić.
Nie mogli zaatakować z dystansu, bo zranili by Kurosakiego, który o dziwo żył. Hollow powoli leczył mu rany, na początku utrzymując go przy życiu za pomocą reiatsu. Działało. Serce powróciło do dawnego stanu, teraz tylko zostały rany do zamknięcia.

-Musimy wymyślić sposób by zabrać Ichigo od tego hollowa. – mruknął Shinji oddalając się jeszcze bardziej od bestii, która nieco się uspokoiła na ten ruch.
-Może nie powinniśmy próbować. Nie wygląda jakby coś mu zagrażało. – zauważył Hitsugaya.
-Może masz racje. Ten hollow raczej nie broni Ichigo jak posiłku tylko jak kogoś ważnego. W dodatku go leczy. Chyba powinniśmy pozwolić mu działać, a jak Ichigo się obudzi, wtedy zdecydujemy co dalej.

Tak też zrobili. Jednak mimo upływu kilku godzin, Kurosaki nie budził się, nawet po wyleczenia wszystkich ran. W zachowaniu hollowa także nic się nie zmieniło. Nadal nie odstępował chłopaka na krok. Znacznie jednak się uspokoił. Gdy zaprzestano prób podejścia, pusty po prostu położył się, a swoim ciałem ogrzewał Ichigo. Zwłaszcza teraz, gdy zapadła noc, było to przydatne.



-Hirako Shinji. Możesz mi wyjaśnić, co masz na myśli mówiąc, że widziałeś już tego hollowa? – Głównodowodzący nie był zachwycony tą wiadomością. Nie był też zachwycony tym, że tuż obok, pusty tak po prostu sobie egzystuje.
-Mam na myśli dokładnie to, co powiedziałem. Kiedy Ichigo trenował u nas, przybrał właśnie taką formę. Po pokonaniu swojego wewnętrznego hollowa, wrócił do normy.
-Masz jakieś sugestie co do pojawienia się takiego samego egzemplarza?
-Mam. Najbardziej prawdopodobne jest to, że jest to właśnie jego wewnętrzny hollow. To by też tłumaczyło, czemu broni Ichigo. Sam nie chce zginąć. Ale dlaczego nadal tu jest skoro nic już nie grozi jego właścicielowi?
-Czyli już dawno powinien zniknąć?
-Tak ale...

Hirako w pół zdania przerwało pojawienie się porucznika pierwszego oddziału.

-Kurosaki Ichigo się obudził i... chyba nie jest zadowolony z położenia w jakim się znalazł.



Shinji sam poszedł do miejsca, w którym zostawili Ichigo. To co zobaczył przyprawiło go o napad śmiechu.

-Zdajesz sobie sprawę Ichigo, jak komicznie wyglądacie? – spytał i ponownie się zaśmiał.
-Zabierz to coś ode mnie! – wrzasnął chłopak próbując uwolnić się z uścisku hollowa.
-Ale Ichigo, to jest urocze. Ten pusty jest taki troskliwy w stosunku do ciebie. O! Nawet zaczął cię lizać.
-Mam to gdzieś, zabierz go!
-Przykro mi, ale nie da rady. Jak za blisko podejdę to mnie zabije. Widzisz? – Hirako powoli ruszył przed siebie. Hollow natychmiast przerwał wykonywaną dotąd czynność i czujnie obserwował nowe „zagrożenie”. Gdy Vizard podszedł za blisko tylko warknął ostrzegawczo. – Lepiej odejdę, bo jeszcze mnie zaatakuje.
-Dlaczego wszystkie dziwne rzeczy przytrafiają się mnie?
-Fakt, to jest dziwne, ale i pomocne. Gdyby nie jego nagłe pojawienie, nie żyłbyś, tak jak i inni.
-Co masz na myśli?
-Hollow pojawił się zaraz po twoim upadku. Był nieźle rozjuszony, nawet Aizen się nieco przestraszył i zdecydował się z Ginem na odwrót. Nie wiemy gdzie teraz są. Tak czy siak, pusty podszedł do ciebie, uniósł delikatnie i przyłożył łapę do serca. Zaczął cie leczyć. I nieźle mu to wyszło, nie masz już żadnych ran.
-Ale czemu pusty... przestań. – warknął gdy hollow zaczął go lizać po twarzy. - Czemu pusty miałby mnie leczyć?
-Bo jest twój?
-Mój?
-Nie zauważyłeś podobieństw w masce?
-He? – Kurosaki dokładnie przyjrzał się pustemu. Jakoś zapomniał o tym, że nadal jest przez niego trzymany. – Aaaaaaa! O nie, nie, nie, nie. Tylko nie ty. Nie wiem jak się tu dostałeś, ale wracaj z powrotem.
-Uspokój się Ichigo. Gdyby chciał cię zabić już dawno by to zrobił.
-Właśnie chciał, jakiś czas temu, zapomniałeś? Możesz przestać?!

Hollow natychmiast schował język, którym zlizywał zaschnięta krew, ale nadal zaborczo trzymał chłopaka, oplatając go dodatkowo ogonem.

-Zabierz go, Shinji. – jęknął błagalnie.
-Wolę się do tego nie wtrącać. To cześć.
-Ej, czekaj kurwa! No pięknie. – mruknął, kiedy zniknął mu z oczu. Nie pozostało mu nic innego jak samemu znaleźć sposób na ucieczkę jednak długo nie mógł się skupić. Ocierający się o niego pusty nie pomaga w koncentracji. – Dobra, nie wiem o co ci chodzi i nie obchodzi mnie to. Po prostu wróć do mojej duszy, dobra? Albo chociaż przyjmij ludzką postać.

Nie było żadnej odpowiedzi. Poczuł jedynie jak hollow przyciąga go bliżej siebie i głaszcze po głowie.

-Co ty wyprawiasz? Zachowujesz się co najmniej dziwnie. A zresztą. I tak mi pewnie nie odpowiesz co?

Im dłużej był w objęciach swojego pustego, tym bardziej chciało mu się spać. Powieki zaczynały mu ciążyć, a miarowe mruczenie niezwykle go relaksowało. W końcu zamknął oczy i zapadł w sen, kompletnie nie przejmując się faktem, że spoczywa w ramionach wroga. Byłego wroga.



Ze snu obudziło go powarkiwanie, jednak dopiero po chwili przypomniał sobie do kogo należy i czemu odczuwa je także ciałem.

-Dobrze, że się obudziłeś Ichigo. Powiedz temu swojemu pustemu żeby pozwolił mi podejść.
-Po co? – mruknął sennie i spojrzał zaspanym wzrokiem na Hirako.
-Przyniosłem ci coś do picia, a z tej odległości nie mogę ci nic dać.
-Jak kazałem mu mnie puścić to nie posłuchał.
-Może teraz posłucha.
-Eh, dobra. Pozwól mu podejść.

Hollow popatrzył badawczo na Vizarda i przecząco pokręcił głową.

-Słuchaj, w przeciwieństwie do ciebie, ja musze jeść i pić, a tak się złożyło, że bardzo chcę tego drugiego.

Mimo niewielkich problemów, Shinji mógł w końcu podejść bardzo blisko. Był nieco zaniepokojony, bo pusty mógł zaatakować tak szybko, że nawet nie zdążyłby zarejestrować jego ataku. Miał jednak nadzieję, że nic się takiego nie stanie.

-Masz. – podał chłopakowi naczynie z herbatą, które jednak zostało zabrane przez kogoś innego.
-Ej, oddawaj. – warknął na swojego hollowa, który obwąchiwał napój. – Co on robi?
-Chyba sprawdza czy nie próbuję cię otruć. Muszę przyznać, że to niezwykłe. Mój hollow nie broniłby mnie nawet w razie zagrożenia życia, a twój opiekuje się tobą i to po walce.
-Bo mu odbiło. – prychnął i upił łyk herbaty, którą w końcu dostał w swoje ręce.
-Czy ja wiem. Może po prostu cię polubił, albo się do ciebie przyzwyczaił.
-Jak dla mnie, to on próbuje zdobyć moje zaufanie by w najmniej odpowiednim momencie poderżnąć mi gardło.
-W takim razie czemu nie uciekasz? I czemu tak spokojnie sobie spałeś, kiedy on obmyślał plan jak cie zabić?
-Nie... nie twoja sprawa. – wyjąkał i odwrócił wzrok.
-Jak tam sobie chcesz. Lepiej już pójdę, bo twój „opiekun” zaczyna się trochę niecierpliwić.
-No i znowu mnie z tobą zostawił. – westchnął zrezygnowany. – Możesz mnie wypuścić?

W odpowiedzi na pytanie, hollow zacieśnił swój chwyt na chłopaku.

-Jesteś niemożliwy. Czemu się tak zachowujesz?

Musiał to wiedzieć. Nie dość, że niewiedza była irytująca, to jeszcze zachowanie pustego nie pasowało do jego charakteru. Dotąd sarkastyczny, szydzący z niego demon, pragnący przejąć władzę nad jego ciałem, nagle stał się miły i opiekuńczy. Zdecydowanie coś było nie tak. Wpatrywał się więc uporczywie w twarz zasłoniętą maską gdy niespodziewanie poczuł dłoń na piersi.

-He? – zdziwił się. – Tak, to moje serce. Dzięki, że mi je przywróciłeś do poprzedniego stanu. Ej, co robisz?

Jego dłoń została przyłożona do miejsca, w którym powinno być serce hollowa, ale teraz była tam tylko dziura.

-Ty... – zawahał się przez chwilę. – Ty mnie kochasz? Dobrze zrozumiałem?

Pusty zamruczał cicho i otarł się o Ichigo dając tym samym znak, że o to mu chodziło.

-To jest hmm... dziwne. I nie ma szans. Nie jestem nawet pewny czy cię lubię, w końcu jakiś czas temu chciałeś mnie zabić. Poza tym jesteś hollowem i jak się domyślam, nie możesz przyjąć ludzkiej postaci.

Oplatające go ramiona poluzowały uścisk i w końcu go puściły. Mógł wstać. Zdezorientowany spojrzał na pustego, który podnosił jego miecz i przykładał sobie do głowy.

-Chwila! Co ty chcesz zrobić?! – krzyknął i chciał do niego podbiec, ale powstrzymał go czyjś głos.
-On nie zginie, Ichigo.
-Zangetsu?
-To po prostu jedyny sposób na jego powrót do twojego umysłu. Kiedy przetnie swoją maskę, rozpadnie się na cząsteczki duchowe i połączy z tobą. Ale zanim będziesz mógł z nim porozmawiać, będziesz musiał poczekać. Trochę mu zajmie regeneracja.
-Czyli nic mu nie będzie? Całe szczęście.
-Więc jednak go lubisz.
-Nie! Ja tylko... to znaczy... nie wiem. Chyba tak. Chociaż trudno to ocenić. Spędziłem z nim tylko jeden dzień i to z przymusu. Jakby tego było mało, dowiedziałem się, że mnie kocha. Już sam nie wiem co myśleć.
-Wszystko będzie w porządku.
-Mam nadzieję. – szepnął i spojrzał na ostatnie cząsteczki duchowe łączące się z jego strojem.



-Ichigo!

Jego imię było pierwszą i zarazem ostatnią rzeczą jaką usłyszał zanim został przewrócony na ziemię.

-Złaź zemnie psychopato! – warknął usiłując zrzucić z siebie hollowa.
-Nie mogę. Jesteś taki mięciutki, cieplutki i w ogóle słodki!
-Cóż za uroczy widok. – mruknął Zangetsu pojawiając się jak zjawa.
-Prawda? A teraz spadaj, bo połamie ci wszystkie kości.
-Już idę. Nie będę wam więcej przeszkadzał.
-Nie! Czekaj, Zangetsu! Nie możesz mnie z nim zostawić samego! Słyszysz?! A ty przestań mnie lizać. Jeszcze jakoś to znosiłem, kiedy byłeś tym paskudnym jaszczurem, ale teraz to już przesada.
-Rozumiem więc, że mam zacząć cię całować.
-Co?! Nie, nawet się nie wasz! Przestań, to obrzydliwe! Zangetsu, ratuj!

Krzyk rozniósł się echem między budynkami, dochodząc do uszu Zangetsu. Nie zamierzał im jednak przerywać. W końcu czemu miał przeszkadzać pustemu w całowaniu chłopaka, skoro sam go do tego namówił?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz