niedziela, 22 lipca 2012

Prezent

-Czemu ja się na to zgodziłem? – pytał sam siebie Ichigo myśląc nad prezentem dla swojego hollowa już druga godzinę.

Odkąd Hichigo dowiedział się o świętach, zaczął marudzić, że też chcę Wigilię itp. Mimo, że normalnie rodzina Kurosakich nie obchodziła świąt Bożego Narodzenia, Ichigo postanowił zrobić wyjątek i zgodzić się chociaż na małe obdarowanie podarunkami. Całe to szaleństwo zaczęło się trzy miesiące temu, ale pomysł z prezentami pojawił się dzisiaj.

-Co ja mam mu dać? Gdybym się go zapytał dałby tylko jedną odpowiedź. Ciebie.

Zrezygnowany padł na łóżko zasłaniając oczy ręką. Był w sytuacji bez wyjścia.



O 19, Kurosaki nadal nie miał prezentu dla Hichigo. Na całe szczęście jego rodzina wyszła, więc jeszcze jakoś mógł się wyratować prymitywnym sposobem.

-Ichi, wróciłem!
-Yhym.
-Coś się stało? – spytał z troska i podszedł do chłopaka leżącego twarzą do dołu.
-Nie, nic. – odparł szybko by Shiro nie odkrył jego zdenerwowania
-To dobrze. – trochę uspokojony, ale nadal z pewnymi podejrzeniami, usiadł obok swojego kochanka cały uradowany. – Gotowy?
-Chyba tak.
-Pewnie nie zgodzisz się na zamknięcie oczu?
-Nie ma mowy.

Hollow wydął wargi i rozłożył dłoń, którą dotąd miał zaciśniętą.

-Wesołych świąt Ichi.

Ichigo z lekkim przerażeniem patrzył na małe, białe pudełeczko, które trochę zbytnio kojarzyło mu się z pierścionkiem.

-Ty chyba mi się nie oświadczasz, co? – spytał żartobliwie, biorąc prezent.
-Nie bądź śmieszny. Aż tak głupi nie jestem.

Akurat. Pomyślał i uchylił pudełko. Gdy tylko dostrzegł zawartość, od razu zalało go wspomnienie pewnego grudniowego dnia i dnia śmierci jego matki.



Ośmioletni Ichigo zbiegał uradowany po schodach. Zaraz po śniadaniu, mama obiecała zabrać go na zakupy by przygotować wszystko przed Nowym Rokiem.
Trochę zdyszany usiadł przy stole w kuchni i zaczął przyglądać się swojej rodzicielce, krzątającej się w te i we w te. W pewnym momencie, gdy Masaki przechodziła obok niego, zauważył na jej szyi łańcuszek.

-Mamo, skąd go masz? – spytał wskazując na wisiorek.
-Co? Oh, to. Od twojego taty. Chcesz zobaczyć?

Skinął głową. Ostrożnie wziął prezent do ręki by go nie zniszczyć. Na srebrnym łańcuszku była zawieszona śnieżynka wysadzana jakimś błyszczącymi kamykami .Nie wiedział czy były prawdziwe, ale bardzo mu się spodobały.

-Śliczny. Ja też chcę! – zawołał nagle.

Masaki uśmiechnęła się i zmierzwiła włosy synowi.

-Tata powiedział, że to jedyny taki, ale dam ci go za rok zgoda?

Ponownie skinął głową i uśmiechnięty oddał śnieżynkę.




Niestety obietnica nigdy nie została spełniona. Masaki zginęła w połowie następnego roku, a wisiorek zaginął. Prawdopodobnie wpadł do rzeki, albo w obliczu tragedii został zapomniany. A teraz trzymał tą samą śnieżynkę co kilka lat temu. Brakowało tylko łańcuszka na, którym powinna się trzymać, ale to nie było ważne.

-Skąd... skąd się o nim dowiedziałeś? – spytał nie mogąc się napatrzeć i nadziwić.
-Widziałem go w twoich wspomnieniach. Nie sądziłem, że go znajdę, ale trzy miesiące temu przechodząc obok jubilera dostrzegłem go na wystawie, więc pomyślałem, że powinieneś go mieć. – wyjaśnił. – Mam nadzieję, że jesteś szczęśliwy.
-Jestem. Nawet nie wiesz jak bardzo. Chwila, chyba go nie ukradłeś?
-Nie ukradłem. To prezent dla ciebie, nie mógłbym go zwinąć.
-Więc jak go zdobyłeś.
-To trochę skomplikowane. – mruknął drapiąc się po głowie.
-Jakoś to zrozumiem.
-Dobrze. – westchnął. – Jak mówiłem, zobaczyłem go trzy miesiące temu. Bardzo chciałem go dla ciebie zdobyć, ale nie chciałem go kraść, więc postanowiłem jakoś znaleźć pieniądze. Pamiętasz jak kilka razy wróciłem cały umazany śluzem? – otrzymał twierdzące skinięcie głową.
-Strasznie śmierdziałeś.

Shiro tylko prychnął i kontynuował.

-Byłem brudny, bo szwendałem się po kanałach. Nawet sobie nie wyobrażasz co ludzie tam wyrzucają. Tak czy inaczej, znalazłem tam trochę kasy, ale musiałem się nieźle natrudzić. Pieniędzy znalezionych w ściekach było jednak za mało na zakup wisiorka, więc musiałem się zwrócić o pomoc do paru osób...



Hichigo już trochę zirytowany, drugi raz pukał do drzwi. Zawsze mógł wejść przez okno, ale musiałby je zbić, a to znacznie zmniejszyłoby szanse powodzenia jego „misji”. Miał już zapukać trzeci raz, kiedy drzwi w końcu się otworzyły.

-Shirosaki-san?
-Mogę wejść, Inoue.
-Tak. – odparła trochę zszokowana.
-Przejdę od razu do rzeczy. – powiedział siadając na podłodze. – Potrzebuje pieniędzy.
-Pieniędzy? – zdziwiła się. Była wystarczająco zaskoczona samym pojawieniem się hollowa, a co dopiero jego prośbą. – Po co ci pieniądze?
-Chce kupić Ichigo łańcuszek, który jest bardzo dla niego ważny. Należał kiedyś do jego matki. Problem w tym, że jest strasznie drogi, a ja znalazłem tylko ponad 100 jenów.
-A ile kosztuje?

Przez chwilę obliczał wszystko w głowie.

-200 tysięcy.
-Nie mogę ci dać takiej sumy. – szepnęła smutno.
-Nie chce całej. Chcę tylko trochę. Planuje jeszcze odwiedzić Ishidę, Chada i Uraharę. Więc jak?
-No dobrze. – odpowiedziała w końcu. – Skoro to dla Kurosaki-kuna.



-...Potem poszedłem jeszcze do Ishidy. Trochę mi zajęło, żeby przekonać go do wpuszczenia mnie, ale w końcu się zgodził i dał mi pieniądze. Z Sado i Uraharą było prościej. Zebrałem potrzebną sumę, ale wciąż pozostawał problem kupna. Znowu poszedłem do Inoue i poprosiłem by „zarezerwowała” wisiorek, a dzisiaj umówiłem się z nią pod sklepem i go kupiła. Ot cała historia.

Ichigo nie mógł wyjść z podziwu. Jego hollow naprawdę się natrudził by zdobyć dla niego prezent. Mimo, że miał wcześniej wątpliwości co do swojego „podarunku”, teraz już był pewny co chce zrobić.

-Dziękuję. – szepnął i ucałował Shiro w policzek.
-Nie ma za co. – odparł z uśmiechem. – A co ja dostanę? – zapytał nagle.
-Mnie. – Czerwieniąc się, odłożył swój prezent na biurko, a sam położył się na łóżku.

Jego kochanek uśmiechnął się chytrze i pochylił nad nim.

-Zawsze wiedziałeś co lubię. – wymruczał mu do ucha i lekko je musnął. Odpowiedziało mu ciche westchnienie, które było dopiero początkiem.
-Może dlatego, że jesteśmy... Ah!

Język znajdujący się niebezpiecznie blisko jego sutka, skutecznie uniemożliwił mu dokończenie zdania. Nawet nie zauważył, kiedy została z niego ściągnięta bluzka.

-Czy ty, zawsze... musisz zaczynać tak szybko? – spytał z urazą.

Hichigo zachichotał i złączył ich wargi od razu prosząc o wejście. Podczas gdy języki walczyły o dominacje, Shiro zaczął pozbywać się ubrań swoich i swojego króla. Delikatnie kołysał biodrami we wszystkie strony by pobudzić Ichigo. Był to bardzo skuteczny ruch. Męskość chłopaka niemal natychmiast stwardniała, a jęki wydawane wprost w jego usta, były niczym najpiękniejsza melodia. Nigdy nie mógł się nadziwić wrażliwością tego ciała.
Bawiłby się tak jeszcze dłużej, ale nieznośny ból w pachwinie wręcz domagał się uwagi.
Oderwał się od nastolatka pozwalając mu zaczerpnąć trochę powietrza.

-Teraz czas na twój ruch. – szepnął i podstawił Ichigo swoje palce, który z początku trochę niepewnie, w końcu zdecydował się wykonać polecenie.

Otworzył usta i z przymkniętymi powiekami zaczął ssać najpierw opuszki palców, a później resztę. Musiał przyznać, że było to na swój sposób podniecające. Powoli z jego gardła zaczęły się wydobywać ciche pomruki przeradzające się w pojękiwanie. Nagle cała przyjemność została mu odebrana.

-Wystarczy Ichi. Ale jeśli ci się to podoba, to jeszcze kiedyś dam ci je possać.
-Zamknij się. – warknął i instynktownie podkulił nogi, by hollow miał łatwiejszy dostęp.
-Jakiś ty nieczuły. – mruknął z udawaną złością i włożył pierwszy palec do nie rozgrzanego wnętrza kochanka. W odpowiedzi na ten ruch chłopak zachłysną się powietrzem.
-Ty draniu. Miałeś mnie uprzedzać, zanim to zrobisz!
-Przyzwyczajenie. – wymruczał niewinnie Hichigo i dołożył drugi palec rozciągając ciasne wejście.
-Kiedyś cię zabije za te twoje przyzwyczajenia. – burknął zaciskając pięści na pościeli.
-Nie zabijesz, bo mnie kochasz. – uśmiechnął się zadowolony i nieznacznie poruszył jednym z palców wewnątrz, uciskając najbardziej wrażliwe miejsce.
-Ah! Shiro, jeszcze raz. – jęknął napinając wszystkie mięśnie.
-Proszę bardzo, wasza wysokość.

Ponownie dotknął tego samego miejsca. Pokusił się nawet o zadrapanie go paznokciem.
Patrząc na wijącego się nastolatka, ledwo powstrzymywał narastające w nim podniecenie. Zwykle to wszystko tak szybko na niego nie działało, ale dzisiaj wystarczyło mu kilka minut. Ignorując jęk zawodu Ichigo po wyjęciu palców, rozłożył mu szerzej nogi i wszedł w niego. Mięśnie chłopaka zaciskające się na jego członku doprowadziły go do jęku. Jego król zawsze był tak przyjemnie ciasny. Miał ochotę zacząć jak najszybciej, ale słyszał to ciężkie dyszenie połączone z kwileniem.

-W porządku? – spytał pochylając się i ścierając kilka łez z policzków kochanka.
-Tak, daj mi chwilę.

Wziął kilka głębokich wdechów i spróbował się rozluźnić. Przyzwyczaił się już, że z początku zawsze boli.

-Już możesz. – szepnął cicho.

Zaczął się poruszać. Na początku powoli, w końcu coraz szybciej, napędzany przez głośne jęki. W powietrzu unosił się zapach potu i ich miłości. Ciała ściśle przylgnęły do siebie, kiedy ich usta złączyły się w namiętnym pocałunku.
Shiro coraz brutalniej zaczął wchodzić w chłopaka, skutecznie pochłaniając wszystkie jego jęki. Wyczuwał, że, jest on blisko swojego punktu kulminacyjnego. Lekko przekręcił na bok jego biodro i wszedł najgłębiej jak do tej pory uderzając w prostatę.

-SHIRO! – wykrzyczał wbijając paznokcie w ramiona hollowa.
-Właśnie tak Ichi. Przyjdź dla mnie. – wydyszał mu do ucha i powtórzył wcześniejszy ruch.

Po raz kolejny Ichigo krzyknął wyginając się w łuk. Coraz więcej ciepła rozchodziło się w jego ciele, skupiając się głównie w podbrzuszu. Był już blisko, czuł to. Wzmocnił swój uścisk na Hichigo, obejmując go całymi rękoma i krzycząc mu wprost do ucha. Otrzymał jeszcze kilka pchnięć i doszedł brudząc ich obu nasieniem.
Zmusił swoje ciało do wytrzymania jeszcze chwilę aż Shiro nie skończył. Dopiero wtedy rozluźnił wszystkie mięśnie i zmęczony, ale zadowolony, opadł na łóżko. Przez kilka następnych minut uspokajali swoje ciężkie oddechy i rozszalałe serca.

-Podobał mi się prezent. – powiedział Shiro trącają językiem policzek Ichigo.
-No ja myślę, bo strasznie mnie wymęczyłeś. – bąknął żartobliwie.
-Uznaj to jako podziękowanie.
-Oj, zamknij się. – wysyczał i odwrócił plecami do hollowa.

Usłyszał rozbawione prychnięcie i po chwili otoczyły go białe ramiona przyciągające go bliżej.

-Jeszcze raz wesołych świąt, Ichi. – mruknął sennie i zanurzył twarz w pomarańczowych kosmykach wdychając ich zapach.
-Wesołych świąt, Shiro. – odparł i nakrył ich kołdrą. Przed zamknięciem oczu jeszcze raz spojrzał na swój prezent, na który, jakby celowo, padało światło latarni.

Dziękuje. Podziękował raz jeszcze w myślach zanim zasnął.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz