niedziela, 22 lipca 2012

Jesteś mój cz.1

W Soul Society było wiele powodów do radości. Aizen został pokonany, toteż niemal w każdym oddziale organizowane były wieczorki, które powoli przekształcały się w imprezy.
Nie wszyscy jednak się cieszyli.
Nad niewielkim urwiskiem stał Ichigo i smutno wpatrywał się w niebo. Obwiniał się, za to, co się stało z Rukią podczas jednej z walk. Dziewczyna została ciężko ranna i nie wiadomo było czy wyzdrowieje. Zniszczenie jednej z wróżek Inoue, uniemożliwiało pomoc rudowłosej, tak więc ranami zajęła się Unohana. Nic nie wskazywała jednak na to, żeby w najbliższym czasie Kuichiki chociaż odzyskała przytomność.
Właśnie z tego powodu stał teraz i nie wiedział, co ze sobą zrobić. Trawa zgniatana przez czyjeś kroki wytrąciła go z zamyślenia. Odwrócił się do tyłu i ujrzał swojego hollowa idącego w jego kierunku. Ucieszył się na jego widok. Jakaś jego część pragnęła w tej chwili wsparcia drugiej osoby.

-Hej. – przywitał się pusty i stanął tuż obok chłopaka.
-Hej. – odpowiedział mu i ponownie spojrzał w niebo.
-Nadal przejmujesz się tą dziewczyną? – spytał Shiro.
-Nawet jeśli to i tak nie zrozumiesz. Ona jest moja przyjaciółką. Nie wiem, co zrobię, jeśli umrze.
-Będziesz żyć dalej. – odparł za niego i położył mu dłoń na ramieniu. – Zobaczysz, wszystko będzie dobrze.
Kiedy ona umrze. Dokończył w myślach.

Oboje stali w ciszy przez kilka minut, aż nagle Ichigo doznał olśnienia.

-Chwileczkę. Cały czas twoje reiatsu leczy moje rany, może będziesz w stanie uleczyć tez ją.

Hollow smutno pokręcił głową.

-Moje reiatsu by ją zabiło. Ciebie leczy, bo jesteś w połowie hollowem. W połowie mną. Jesteśmy jednością, ona do niej nie należy.

Zgaszony i znowu przygnębiony, odwrócił się i zaczął iść w stronę serieitei. Będąc odwróconym plecami, nie mógł dostrzec grymasu gniewu na twarzy Hichigo, co raczej nie wróżyło nic dobrego.



Kilka godzin później.



W barakach czwartego oddziału była tylko cisza. Nikt oprócz pacjentów nie znajdował się właśnie w środku. Nikt oprócz Ichigo. Chłopak przysiągł sobie, że nie będzie spał dopóki Rukia się nie obudzi, ale zmęczony zasnął trzymając dziewczynę za nadgarstek.
Niespodziewanie w jednym z kątów pomieszczenia pojawił się Shiro. Marszczył brwi, a kiedy zauważył jak jego król trzyma Kuchiki za rękę warknął cicho.
Powoli zbliżył się do łóżka i prychnął z pogardą.

-On jest mój. – wysyczał cicho. – Tylko mój. Zawsze tak było. Nikt mi go nie zabierze, a zwłaszcza taka suka jak ty.

Skończywszy wypowiedź, uniósł swoją dłoń i delikatnie chwycił szyje Rukii.

-Lepiej mu będzie bez ciebie. – wyszeptał z szaleńczym uśmiechem i zdecydowanym ruchem złamał jej kar. Trzask łamanej kości był dla niego jak najwspanialsza melodia, ale on jeszcze nie skończył.

Swoim czarnym paznokciem teraz nienaturalnie wydłużonym, przeciął tętnice na szyi i posmakował krwi dziewczyny. Była gorzka. Nie lubił gorzkiej.
Oddalił się od łóżka i tak samo cicho jak się pojawił, tak samo cicho zniknął.


Ranek.

-Rukia!

Krzyk Ichigo był przepełniony rozpaczą. Nie mógł uwierzyć, że jego przyjaciółka nie żyje.
Unohana spojrzała na niego i na Renjiego z politowaniem. Nieznacznym ruchem głowy rozkazała by Ikkaku i Yumichika wyprowadzili obu.
Kapitan czwartego oddziału spojrzała na ciało Rukii. Kiedy tylko weszła, i zerknęła na ciało z daleka, wiedziała, że nie jest to śmierć w wyniku ran. Ktoś ją zamordował. Ale kto i po co?


Tego samego dnia, wieczór.


Stał w tym samym miejscu, co wczoraj w nocy. Nie płakał. Nie wiedział czemu, ale nie płakał. Abarai pewnie nadal nie może powstrzymać łez, a on? Tylko stoi i gapi się w przestrzeń.

-Ichigo.

Odwrócił się. Znowu Shiro i tak jak wczoraj, znowu cieszył się, że go widzi. Poczekał aż hollow do niego dojdzie, a kiedy tak się stało przytulił się mocno do niego. Nadal nie płakał, ale czuł się zagubiony. Potrzebował wsparcia. Ramiona Hichigo z troską zawinęły się wokół niego.

-Przykro mi Ichigo. – powiedział wprost do jego ucha, łżąc jak pies i ledwo co powstrzymując śmiech.

Chłopak nie widział jego twarzy, na której widniał szaleńczy uśmiech triumfu.

-Dlaczego ktoś ją zabił? Przez tego kogoś straciłem przyjaciela.
-Nie martw się Ichigo. Masz jeszcze mnie. – odpowiedział nadal się uśmiechając.

Jesteś mój Ichigo! Na zawsze. Jeśli ktoś będzie chciał mi cie odebrać, jak ta dziwka, zabiję tę osobę. Jesteś mój, mój rozumiesz? Nawet nie wasz się myśleć inaczej, bo kara będzie bardzo bolesna.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz